niedziela, 15 kwietnia 2012


Rozdział 22.
x. Carolne .x
                               Pojechaliśmy na lotnisko by zdążyć na pierwszy lepszy samolot który by prowadził do La. Każdy z nas się bał o swoich przyjaciół. Co im się mogło stać? Co włamywacze chcieli od nas? Co im zrobiliśmy? Jak się czuje Niall i Zayn. Te dwie myśli krążyły po głowie każdego z nas. Podroż zleciała mi bardzo wolno bo już chciałam wylądować i od razu znaleźć się przy łóżkach tych dwóch naszych kochanych wariatów.
Umowa była taka że chłopcy najpierw jadą do domu zawieść nasze rzeczy a my z Domi i Dagą od razu do szpitala.
Wejście było ogromne. Szpital ten przypominał bardziej szpital z horrorów gdzie chodzą duchy i straszy a nie miejsce gdzie leżą nasi przyjaciele i mają walczyć o życie.
Biegnąc nie umiałyśmy znaleźć miejsca gdzie leżą. Przechodząc obok drzwi zobaczyłyśmy lekarza, którego spytałyśmy:
-przepraszam gdzie leżą Niall Horan i Zayn Malik?
-rodzina?
-yyy nie.
-taaa. Pewnie kolejne wścibskie reporterki. Nie powiem wam gdzie leżą. Proszę tam jest wyjście i do widzenia-pokazał palcem na drzwi.
-aleee. My przyjaciółki-powiedziała Domi
-tak tak jak wszystkie dziewczyny które dzisiaj tu przyszyły.
Zmartwione nie miałyśmy pojęcia gdzie ich szukać. Poszłyśmy za głosem hałasów, który dobiegał piętro wyżej. Słuch nas nie mylił. Przed drzwiami stali dwaj ochroniarze i tłumy fanek próbujące się dostać za drzwi do ich idoli.
-na pewno nas wpuszczą przecież nas znają.
Podbiegłyśmy do dwóch czarnoskórych gigantów w okularach przeciw słonecznych i czarnych garniturach, ale zostałyśmy potraktowane jak cała reszta.
-Paul to my Domi Daga i Carola, nie poznajesz nas? Wpuść nas do nich-powiedziała Domi
-oh to wy, ale nie mogę was tutaj wpuścić.
-nie rób sobie żartów tylko nas wpuść-Daga ze łzami w oczach zaczęła go bić po klatce piersiowej a ten ją odepchnął i dal jej kartkę mówiąc żeby nikomu nie pokazywała.
Cała nasza trójka poszła za róg zobaczyć co było napisane na kartce. „Zayn jest w 598 a Niall w 356. To zmyłka żeby mieli święty spokój.”
-dobra ja idę do Nialla Daga do Zayna a Domi ty idziesz zobaczyć do chłopaków czy już przyjechali.- powiedziałam
-okej .
I każda się rozdzieliła i poszła w inną stronę.
Wchodząc do pokoju numer 356 zobaczyłam leżącego Nialla na łóżku z ręką i prawą nogą w gipsie ewidentnie śpiącego. Przy nim była lekarka która dawała mu kroplówkę.
-przepraszam czy możemy porozmawiać?
-a ty z rodziny?
-nie ale jestem jego dobra przyjaciółką, mieszkam z nimi i jestem dziewczyną jego przyjaciela. On tutaj nie ma rodziny ma tylko nas. Niech mi pani powie co z nim.
-więc tak na pewno z nim jest lepiej niż z tym drugim Malikiem. Horan na złamaną rękę, nogę i cały czas śpi- przerwała i popatrzyła się na blondyna- ale to nie śpiączka za niedługo się obudzi. Kości musza się zrosnąć i będzie wszystko dobrze.
-jejku to dobrze. A z Zynem.? –spytałam zdenerwowana?
-to już gorsza historia, ale o tym powie ci lekarz z jego segmentu ja się zajmuję tylko Horanem
-A mogę przy nim usiąść?
-jasne teraz tego potrzebuje.-odpowiedziała dziewczyna wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
Ich trzask sprawił że chłopak się obudził. Z początku nie wierzył, że siedze obok nie go ale po chwili gdy doszedł do siebie na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Nic nie mówił. Czekałam, aż on cos powie, bo ja nie chciałam robic pierwszego kroku.
-jak dobrze że jesteście.-powiedział robiąc przerwy i nabierając śliny
-tak już jesteśmy. Ja jestem tu Daga u Zayna a chłopcy i Domi pojechali do domu do Liama. Opowiesz mi wszystko co się wydarzyło?
Niall chciał się podnieść ale nie mógł. Skrzywił tylko twarz żeby pokazać ze go boli. Obrócił się na bok tak że patrzył na mnie i zaczął opowiadać.
-siedzieliśmy w domu w 3 jak pojechaliście. Przed domem było mnóstwo fanek, więc zasłoniliśmy rolety. Siedząc i grając w gry video ktoś zapukał do drzwi. Zamówiliśmy pizzę więc myślałyśmy że to dostawca. Zayn otworzył drzwi do mieszkania wpadły 3 dziewczyny. Zaczęły piszczeć i skakać, nagle jedna rzuciła się na mnie i na Zayna. To wszystko trwało kilka chwil. Rzecz może się wydać banalna ale tak było. Zaczęły nas całować i rozbierać. Nagle wpadła 3 gości mówiąc, ze mamy zostawiać ich dziewczyny. Zaczęli tłuc Zayna a ja stanąłem w jego obronie to też nieźle dostałem- przekręcił głowę na drugą stronę.
-mów co było dalej-nalegałam
-Liam chciał nas obronić więc poleciał do pokoju po kij bejsbolowy, ale ich już nie było. Reszty nie pamiętam , obudziłem się dopiero dzisiaj rano.
-to straszne, ale… Liam mówił że to napad więc???
-nic nie pamiętam spytaj się Liama.
W tym momencie cała 5 wpadła do pokoju. Trzask i hałas. Każdy zaczął się zamartwiać co z Horanem. Chcieli iść do Zayna ale powiedziałam, żeby go zotawili bo jest u niego Daga.
Liam zaczął nam opowiadać jak to było.
- w czasie gdy ja zacząłem bronić ich doszło kolejnych dwóch wynieśli z domu laptopy i telewizory wybili szyby i uciekli.
-a widziałeś ich twarze-spytał Harry
-tak.
-to trzeba jechać na policję.
x.Daga.x
                Siedziałam przy Zaynie który w ogóle się nie ruszał ani nie otwierał oczu
„Proszę obudź się tak bardzo za tobą tęsknię, wybaczę ci wszystko ale się obudź”.
Tak bardzo pragnęłam by wstał wszystko było jak dawniej czyli przytulił mnie i powiedział:
-no już mała jest dobrze!
Ale tak nie było. Tak bardzo się o niego bałam.? Co on im zrobił.?
Pogrążona w płaczu nagle usłyszałam jego głos.
-ej już nie musisz płakać jest okej.
-o Boże-przytuliłam go. –wybaczam ci wszystko ci wybaczam! I wybacz ty mi że cię zostawiłam.
-ale co mi wybaczasz za co mnie przepraszasz, siostro?
-siostro?-myślałam, że się przesłyszałam.
-no tak jesteś moją pielęgniarką czy nie tak?
Załamałam się. Łzy momentalnie napłynęły mi do oczu. Zakryłam twarz rękoma i pobiegłam po resztę.
-Zayn mnie nie pamięta. Nie wiem czy będzie pamiętał kogokolwiek.
Ja z Domi i Carolą byłyśmy już z Zaynem. Dlaczego brakuje mu pamięci? Pielęgniarka powiedziała, ze ma udar mózgu ale nic nie mówiła o utracie pamięci.
-Carola Domi jak dobrze, że jesteście już.
Jak to? To je pamięta a mnie nie?
-przepraszam muszę iść porozmawiać z lekarzem.
Wyszłam. Nie miałam większych problemów ze znalezieniem lekarza bo stał obok wejścia do pokoju.
-mówił pan że jest z nim źle, że miał udar mózgu, ale nic pan nie mówił o amnezji.
-tak to prawda miałem teraz do pani iść. To jest potwierdzone pan Malik ma amnezję.
-a wróci mu pamięć? Jak daleko nie pamięta?
-czy wróci powinna, ale nie wiem kiedy. A jaki jest ostatni fakt jaki zapamiętał to musi się już go oto zapytać.-wyszłam od lekarza.
Idąc do pokoju marzyłam by to wszystko się skończyło
** tygodni później**
Chłopcy już wyzdrowieli. Nie było sensu mieszkać znowu w La bo bali się o nasze i swoje życie, dlatego wróciliśmy do Londynu.
Zayn odzyskał pamięć i wszystko sobie przypomniał. Chłopcy nie zrezygnowali z kariery muzycznej, ale jak na razie postawili jeden warunek. Jeżdżą po Europie i Uk a jak gdzieś dalej to my z nimi. Nigdy już nie chcą nas zostawiać bo się boją. Nie zrezygnowali z muzyki ale zrobili sobie przerwę, po wydaniu płyty. Chodzimy do londyńskiej szkoły i jest jak dawniej. Każdy z nas dostał się na studia. Domi wraz z Carolą studiują prawo a chłopcy szkołę muzyczną, chcą być lepsi w tym co robią chodź nie wiem czy im to wyjdzie. Żyjemy wszyscy razem szczęśliwi i zadowoleni z życia.

Dziękuję wszystkim którzy byli ze mną przez tego całego bloga. Ze czytali i pisali komentarze. ;). Mam nadzieję, że wam się podobało, piszcie komentarze i zapraszam na mojego tt:@Karolaxxx1.
Ale nie kończe z karierą pisarki. Chcę napisać jeszcze jednego bloga mam super pomysł, ale nie wiem czy wypali. Chcę wiedzieć czy będziecie ze mną przez kolejną przygodę z chłopcami?:D. Zapraszam;). Jeżeli chcecie to w komentarzach zostawiajcie namiar do siebie to was będę powiadamiać. Chodź nie wiem czy będzie nowy blog ale taki mam zamiar. Okej nie piszę już. Dzięki jeszcze raz za wszystko ;)
@Karolaxxx1
 prosze o komy xD

niedziela, 8 kwietnia 2012


Rozdział 21.
x.Daga.x
                Weszłam do domu i od razu wiedziałam czego chciałam. Wejść na górę, spakować się, kupić pierwszy lepszy bilet to Londynu i zapomnieć o tej całej przygodzie która mnie spotkała.
Ale czy tak się da? Czy będę potrafiła zapomnieć o tych wszystkich chwilach spędzonych z nimi, a zwłaszcza z dziewczynami?
Zapłakana wbiegłam na górę, łzy spływały mi po policzku. Trzymając w ręku chusteczkę usiadłam na schodach bo z płaczu nie potrafiłam dalej iść.
Całą akcję widziała Domi. Dziewczyna podeszła do mnie od razu jak weszłam do domu
-co jest.?
-Zayn mnie zdradził-wyszlochałam i oparłam głowę na jej ramieniu.
-cooo.?
Zdumiała. Siedziała trzymając mnie za rękę jedząc jabłko, które jak widziałam od razu jej zbrzydło.
Siedziałyśmy w takiej chwili trochę czasu, ale potem powiedziałam jej, że chce iść do pokoju. Więc mnie odprowadziła, jak wyszła zaczęłam się pakować, ale ja zamiast kontynuować czynność którą zaczęłam położyłam się i zasnęłam chcąc zapomnieć o wszystkim.
2 godziny później obudziłam się z kocem na sobie. Obok mojego łóżka siedział Zayn, który był przysypiający na krześle.
-co ty tu robisz.?-wstałam i się oparłam o łóżko- zresztą co to mnie obchodzi. Wyjdź stąd-pokazałam palcem wskazującym na drzwi.
-posłuchaj daj mi to wyjaśnić.
-co chcesz wyjaśnić, pewnie też chcesz powiedzieć, ze to nie tak jak ja myślę. Masz jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy na świecie.. Przecież taka miłość nie mogła spotkać mnie. Nienawidzę cię za to co mi zrobiłeś-rozpłakałam się. Próbowałam powstrzymać łzy, ale na daremne.
Usiadł koło mnie i próbował mnie uspokoić.
-wysłuchaj mnie…
x.Caroline.x
                Siedząc z Domi w pokoju zaczęłyśmy malować sobie paznokcie.
-ej a może by tak gdzieś pojechać.?-zaproponowała Domi
-pewnie ale zależy czy te jełopy będą chciały pojechać, że tak to nazwę-zaczęłyśmy się śmiać
-Larrry!-zawołała Domi.
W 2 sekundy z dołu zaczęły dobiegać hałasy trzasków. Zbite zdjęcie na piętrze, łomot na drzwiach, słychać było, że biegną nasi chłopcy.
-coo.? Chcecie jechać do NY.?:)
-pewnie-Dominika aż z wrażenia wstała.
-no to pakujcie się nasza 4 jedzie – powiedział Harry z uśmiechem na twarzy.
-przepraszam, ale ja Dagi teraz nie zostawię-wtrąciła Domi.
-ja też nie-poparłam ją.
-a co się stało z nią.?-Lou udawał zaskoczonego.
Było pewne że wiedzą o czym mowa, bo Zayn od razu im powiedział. W końcu najlepsi przyjaciele. Przeszło mi przez myśl, że nas nabierają, że my niby nie wiemy.
-dobra nie udawaj debila za 3 godziny na dole spakowani papa-powiedziała i wypchała ich za drzwi.- ty po nią idziesz.
Za kilka minut stałam pod drzwiami jej pokoju. Zza ściany słychać było szepty. Zdziwiło mnie że nie kłóci się z Zaynem no ale wszystko możliwe.
Zapukałam i usłyszałam pozwolenie do wejścia do pokoju.
-siemka Daga jedziemy z Larrym do Ny jedziesz z nami.?
-nie wiem mam za 2 godziny samolot do Uk.
-cooo.?- ja z Zaynem aż wstaliśmy z zdziwienia.
- no tak . nie chcę tu już zostawać.
- nie ma takiej opcji jesteś spakowana a za 2 godziny jedziesz z nami do Ny, bilety kupione cała 5. Czekamy za 2 godziny na dole-wyszłam z pokoju.
Po dwóch godzinach jechaliśmy na lotnisko. Oczywiście prowadził Harry, któż inny ośmieliły by się sterować tak zacnym autem jakim była limuzyna. Po kilku męczących godzinach lotu dotarliśmy na miejsce. W ogóle nie było czuć różnicy między strefami czasowymi. Dodali nam kilka godzin do przodu no ale trzeba to jakoś znieść.
Zameldowaliśmy się w najlepszych hotelu w Nowym Yorku. Chłopcy zarezerwowali pokój 5 osobowy, bo nie chcieli by Daga była sama.
-no to co?-zapytało z uśmiechem na ustach Hazziątko- rozpakowujcie się a jutro idziemy podbijać miasto.
Po kilku morderczych dla mnie, Dagi i Domi godzinach, które były spowodowane tylko jedną łazienka w pokoju, musiałyśmy iść spać.
-Dobranoc-powiedział do każdego Lou-i pocałował Domi w czubek głowy.
Słychać było jak Daga płakała, chodź nic nie mogłyśmy zrobić.
Po 10 godzinach snu, na pierwszy rzut zwiedzania miała iść statua wolności, nazywana przeze mnie i Domi babką z lodami.
-no to jedziemy-wziął mnie Harry pod rękę a po drugiej stronie szła Daga, za nami Domi wraz z Lou.
-o Boże jaka ona ogromna-Domi złapała się za czubek głowy. Zawsze myślałam, że jest mniejsza
-to widocznie źle myślałaś-szturchnął ja Lou ramieniem.
-ale wiesz Domi to nie jest szczyt naszych marzeń- z uśmiechem powiedziałam do przyjaciółki.
-oł jee Floryda na nas czeka .
-no oczywiście mam tu bilety-pokazał 5 biletów Harry- na pojutrze jedziemy spełnić wam marzenia.
-hahahahhahaha, żartujesz-wyśmiała go Domi.
-yyyy nie.?-spytal z sarkazmem.
-yyyy TAK. Floryda na nas czeka- podszedł do nad Lou robiąc wielkiego tulasa, tak, że cała nasza paczka się przytuliła.
Zwiedzanie jednej tysięcznej miasta zajęło nam ponad 5 godzin. Wszyscy zmęczeni jechaliśmy żółtą taksówką na którą uparła się Domi.
-no w końcu w hotelu strasznie mnie bolą nogi-powiedziała Daga śmiejąc się udawanym śmiechem.
-poczekajcie ktoś dzwoni-Harry odebrał telefon i poszedł na stronę.- cooo? Okej wracamy za kilka godzin.
-co się stało-spytałam.
-wracamy do La. był napad do domu a Zayn z Niallem są w szpitalu w bardzo krytycznym stanie
Łzy napłynęły mi do oczu.

No siemka, sorki, ze tak długo czekaliście ale już macie ;D. nawet nie wiecie jak wam dziękuj, ze dalej czytacie te wypociny. Strasznie trudno mi się dla was pisze nie mogąc używać emotek. Ale już kończe mojego bloga bo nie mam pomysłów. Ale jeżeli chcecie to zaczne pisać coś nowego bo mam pomysł. Proszę o komentarze i opinie.
@Karolaxxx1


Ps. Daga dzięki za pomysły ; )

niedziela, 25 marca 2012


Rozdział 20.
                Jedyną rzeczą jaką mogłam powiedzieć po pierwszej nocy w nowym miejscu zamieszkania było, na pewno to że miałam najwygodniejsze łózko w całym domu. No przynajmniej mi się tak wydawało. Wstałam wcześnie rano gdzieś około 7, ale nie potrafiłam się przestawić na ten czas. Było mi bardzo trudno.
Trzymając kubek kakała stałam na tarasie i patrzyłam na ogromny napis HOLLYWOOD który widniał 300 metrów przede mną.
``Jakie to ja mam szczęście. Wspaniały chłopak, najlepsi przyjaciele i cudowne miejsce gdzie mogę ich mieć wszystkich przy sobie``- tylko to teraz mieściło się w mojej głowie.
Ubrana w niebieski szlafrok i różowe kapcie zostałam złapana w pasie przez kogoś, kogo zapach był mi doskonale znany.
-Heej-dostałam całusa w policzek- jak się trzymasz.
-a dobrze, ale mam problem z przestawieniem czasu.-zaśmiałam się całując mojego chłopaka.
-jedziemy dzisiaj na podpisywanie płyt, jedziecie z nami.?
-niee my z Daga i Domi wybieramy się na największe zakupy w życiu
-noo tak dziewczyny-powiedział-Niall dalej za Kasia.
-wieeem-powiedziałam z uśmiechem-mam pomysł, ale nie wiem czy wypali .-olśniło mnie
-o matko nie- złapał się  za głowę bo wiedział, ze moje pomysły są zazwyczaj okropne.-no słucham
-zrobię wszystko by Kasia tu przyleciała spokojna już twoja rozczochrana
-ale moja włosy sa w porządku .-poczochrałam je-no okej już nie.-przytulił mnie a ja utonęłam w jego objęciach.
**Daga**
                Byłam w niebo wzięta. Widoki, ocean w ogóle miejsce. Ale najbardziej bałam się, że zobaczę ojca. Z moich ogromnych przemyśleń wyrwała mnie Carolina i Domi które wbiegły do mojego pokoju bez pukania.
-ej ej a może tak zapukać-powiedziałam lekko zdenerwowana.
-no okej okej powtórka-powiedziała Domi wraz z przyjaciółką wychodząc z pokoju.-puk puk-zapukała w drzwi
-proszę-powiedziałam uprzejmie
-jedziemy dzisiaj na wielkie zakupy do najlepszego CH w całej Kaliforni!
-no a chłopcy-spytałam.
-jadą na podpisanie płyt. Co ty na to.?-zaproponowała Carola.
-Jasne, że tak. Za 30 minut na dole .
Z uśmiechem na ustach zaczęłam się przygotowywać na największe zakupy w moim życiu. Ubrałam się w to co miałam pod ręką. Top czarne rurki i zwykłe trampki.
Torba pod rękę i schodzimy na dół.
-to co idziemy.?-wzięłam dziewczyny pod rękę i wyszłyśmy.
-kocham cię-krzyknęła Carola do Harry
-baw się dobrze-tylko tyle jej odpowiedział.
Wychodząc z domu i czekając na taksówkę zahaczyłyśmy o sklep z lodami itp. Zrobiłyśmy kilka zdjęć.
Taksówka podjechała pod centrum handlowe. Wysiadając razem z dziewczynami zaczęłyśmy się kierować do najlepszych sklepów świata, nie wierząc że coś takiego spotyka właśnie nas.
x. Zayn .x
                Podpisywanie płyt miało być w BH w jakimś klubie. Przyjechaliśmy limuzyną, która była bardzo długa i czarna. Wokół nas było mnóstwo fleszy których nie dało się ominąć.
-Tylko nie róbcie głupich min aby nie wylądować jutro w jakimś brukowcu-powiedział nasz menager.-jesteście w LA. Pamiętajcie o tym.
Przybiliśmy wszyscy piątki i weszliśmy przez czerwony dywan do klubu gdzie na samym końcu czekały na nas miejsca.
„ Możecie zobaczyć swoich idoli za 3.. 2… 1..”
W tym momencie rozległ się jeden wielki huk. Drzwi obrotowe, omal nie wyleciały bo nachalne fanki tylko się pchały aby im się podpisać.
Ostatnia dziewczyną była brunetka o brązowych oczach, miała około 16 lat i podeszła do mnie z wyciągniętą ręką gdy wokół mnie nie było nikogo.
-Cześć-wyciągnęła rękę i mnie przytuliła-pamiętasz mnie.?
-yyyy no nie za bardzo. Przepraszam ale… kim jesteś.?
-to ja Olivia.
-Olivia.?-zapytałem zaskoczony.
To nie mogła być ona. Jak ona strasznie wyładniała. Moja pierwsza dziewczyna z okresu sp/gimnazjum jest w LA.
-co ty tu robisz.?-spytałem
-a jestem projektantką mody.. a ty.?
-jestem w trasie koncertowej wraz z kumplami…. Chcesz ich poznać. Ej chłopcy-zawołałem ale zatkała mi usta ręką.
-nie nie wołaj, pójdziemy gdzieś.?
-jasne. Tylko im powiem że nie jade z nimi
Gdy podszedłem do chłopaków zobaczyłem tylko ich miny. Wiedziałem, że ze spotkania z Olivią zadowoleni nie będą.
-Ej ja idę z Oli na imprezę.-powiedziałem
-tylko wiedz co robisz, bo Daga zadowolona nie będzie-powiedział Lou- co mamy jej powiedzieć.
-wciśnijcie jakiegoś kita idę cześć-wziąłem Oli pod ramię i poszedłem w stronę drzwi.
*** 4 godziny później***
-nogi mnie bolą z tańca idziemy do hotelu-powiedziała Olivia
-jasne.-odpowiedziałem jej.
Co ja do cholery robię.? Mam dziewczynę. Gdzie ja z nią idę.
Byłem za bardzo upity by cokolwiek myśleć i robić na trzeźwo…
Wchodząc do pokoju zaczęliśmy się całować potem tylko zgasło światło…

                -Hallo-tak już jadę-powiedziałem do telefonu do Dagi.
Po przyjeździe stała na podwórku i czekała na mnie zniecierpliwiona.
-Gdzie ty byłeś całą noc-spytała przerażona
-nie chcę cię okłamywać, byłem z Olivią
-słucham.? Czy ja aby się nie przesłyszałam.-zaśmiała się.-zaszło coś między wami .?
-niestety tak . –spuściłem głowę.
-pakuję się i wracam do Londynu a ciebie już nie chcę znać.

niedziela, 11 marca 2012


Rozdział 19.
                -spakowana.?- krzyknął do mnie Harry z sąsiedniego pokoju.
-tak tylko jeszcze czekam na dziewczyny, żeby do mnie przyszły.
Siedząca obok mnie Kasia siedziała smutnie wpatrując się w telefon.
-szkoda, że z nami nie jedziesz- powiedziałam do niej.
-wiem ale to nie moja wina, muszę tu zostać bez względu na to czy chce czy nie bo mama jest dla mnie najważniejsza.
W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Blondyn wychylił swoją głowę zza drzwi i zapytał się czy może wejść.
-jasne.
Usiadł obok Kasi próbując ją przekonać, żeby z nami jechała. Na próżno.
Dziewczyna pocałowała go i wyszła mówiąc, że się bardzo śpieszy.
-będzie mi jej bardzo brakować
-wiem, ale to tylko pół roku, jeżeli to prawdziwa miłość to dacie sobie radę
Zadzwonił telefon, odbierając zobaczyłam na wyświetlaczu imię najlepszej przyjaciółki
-hal..
-AAAA jedziemy do USA. Aaaaaa-usłyszałam w słuchawce
-czy ty jesteś głupia.??
-yyy czemu-powiedziała zdzwionym głosem Domi.
-jesteś obok w pokoju.
-no i co. Też, cię kocham. A teraz się pakuj a nie rozmawiaj-rozłączyła się.
A głowie chodziła mi tylko jedna myśl: WTF.??
                Przyjechaliśmy na lotnisko 2 godziny przed wylotem. Odprawa i te inne rzeczy trochę trwają, a zawsze samolot może przylecieć wcześniej.
Stojąc wtulona w Harr’ego zauważyłam, ze nie ma Dominiki.
-gdzie jest Domi.?-spytałam Lou lekko poddenerwowana.
-poszła do domu bo zapomniała swojego łańcuszka szczęścia, wiesz, że się z nim nie rostaje.
Minęło trochę czasu zanim wyruszaliśmy. Gdy w końcu nadszedł ten moment trzymałam Harr’ego mocno za rękę bo strasznie się bałam.
Krajobraz za oknem był niesamowity. Chmury które jak byłam mała zawsze przypominały jakieś śmieszne stworki, teraz wyglądały jak wata cukrowa, które Lou pewnie zjadł by łyżeczką.
Włożyłam słuchawki na uczy i odpłynęłam w sen mając przed sobą jeszcze około 7 godzin lotu.
x.Daga.x
                Siedziałam obok mojego wybranka. Nasze palce były razem splecione w jedno.
Myślałam o tym jak to będzie tam, inne życie, nowe życie, nowi ludzie, nowe wszystko.
-ej a gdzie my tak właściwie będziemy mieszkać.?-spytałam Zayna
-wiesz, mamy wkupiona willę w Los Angeles.?
-gdzie.???
-no w LA.
-tylko nie tam-posmutniałam
-a co tam takiego jest.?
-nie nic.-uśmiechnęłam się
Próbowałam zrobić dobra minę do złej gry, ale najwyraźniej mi to nie wyszło. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Bałam się go znowu spotkać, nie chciałam patrzeć na jakiego straszną twarz, nie chcę tego człowieka znać. On z dobrego domu nigdy nie znający nieszczęścia. Co mu powiem, że mój tata to tyran który nas bił,zdradzał i teraz tu miesza ze swoją kochanką.?
-a będziemy się przemieszczać, czy tylko siedzieć w jednym miejscu.?
-no wy raczej cały czas w jednym my będziemy podróżować, no ale znając Domi i Carolinę zrobią wam w ciągu tych 6 miesięcy taka wycieczkę, że zwiedzicie całe Stany Zjednoczone-powiedział Zayn który mnie przytulił. Oparł się o mnie i zasnął.
x.Domi.x
-no zostaw tą książkę-usłyszałam od mojego chłopaka który chciał mi wyrwać najpiękniejszą historię o miłości którą czytałam kiedykolwiek. Na próżno- no ile można czytać, czytasz to chyba po raz 4
-yyy nie bo 5 i za każdym razem płaczę- czytałam dalej w między czasie jedząc żelki .
-pogadałabyś ze mną lub cos
-no przecież rozmawiamy..
-no tak, ale nie robimy tego-tu mnie pocałował i przytulił tak mocno, że w jego ramionach czułam się najbezpieczniej na ziemi.
-ej martwię się o Niall’a. Tęskni za nią. Ide do niego pogadać z nim
-no ale mnie nie zdradź-przestrzegał mnie i puścił oko.
Irytujące były te jego wypominanki o zdradzie. Nie wiem jaka była jego przeszłość, może się boi, ale było to strasznie wkurzające.
Przemieszczając się pomiędzy miejscami nie musiałam mówić przepraszam, bo ten samolot był wynajęty tylko dla nas.
Chodząc tak przewróciłam się przynajmniej z kilka razy.
W końcu doszłam do siedzenia Nialla.
-siemka, jak tam.?
-tęsknię za nią. Tyle ci powiem, a u ciebie.?
-yh, dobrze, nie martw się dojedzie-puściłam mu oko
-skąd to wiesz.?-spytał bardzo zdziwiony.
-nie wiem wróżką nie jestem, ale mogę ci to obiecać-przytuliłam go-. A no właśnie miałam się ciebie zapytać Lou został kiedyś zdradzony.
-skąd to pytanie.?
-po prostu.
-no w 2 klasie podstawówki zakochał się w takiej Elenor, zostawiła go dla takiego Toma bo miał lepsze kredki z temperówką.
Myślałam, że na miejscu posikam się ze śmiechu.
-okej dzięki-pocałowałam go w czubek głowy i odeszłam do Lou.
-co jest.?-zapytał mnie mój chłopak
-jak dojedziemy muszę sobie kupic nowe kredki z temperówką i gumką-uśmiechnęłam się do niego i kończyłam czytać moją powieść o miłości.
x.Caroline.x
Pierwsza myślą po przebudzeniu było to że zabiję tego kogoś kto mnie zbudził ze snu o przystojnym Jessim, no ale kto to mógł być Harry.? OCZYWIŚCIE!!
-wstawaj 3 dzwonki!!
-no i co-obróciłam się na drugi bok ignorując go.
-to oznacza ewakuacja.
No ale jak to stanie się coś.? a jak uderzymy w coś.? lub utoniemy.??
-co co.? Gdzie moje rzeczy trzeba się ratować!
-żartuję chciałem cię nastraszyć ale zaraz wysiadamy.
Uderzyłam go najmocniej jak mogłam i usiadłam bez słowa.
``3 godziny później``
-AAAA Los Angeles . AAAA –usłyszałam Domi która jak zobaczyła naszą willę to omal nie upadła
-każdy rezerwuje sobie pokój 3…2…1..
Każdy pobiegł w inną stronę by rezerwować jak najlepszy pokój. Efektem końcowym tego było, że najlepszy pokój bo największy wyrwali Domi i Lou.
-jak ci się podoba-zapytał Harry gdy staliśmy na balkonie wtuleni w siebie.
Przed nami był piękny widok na napis HOLYWOOD.
Czego trzeba mi więcej.? Niczego
-kocham cię-powiedziałam do niego wtulając się w jego ramiona .

kolejny rozdział ;D sorki że długo nie pisałam, ale nie było czasu, zostawiajcie komentarze ^^
ja już powoli kończę przygodę z blogiem <3. papap ;*

sobota, 3 marca 2012


Rozdział 18.
                Wakacje. Połowa lipca. Plaża, słońce ocean nad najpiękniejszą plażą na świecie. Wakacje z chłopcami z One Direction to marzenie każdej dziewczyny na całym świecie.
-to co idziemy popływać-spytał mnie Harry.
-jasne-wzięłam jego rękę i zaczęliśmy romantycznie pływać w oceanie.
Wtulona w jego ramiona spytałam:
-a gdzie Lou i Domi.??
-poszli gdzieś ze sobą.
Mimo, że Harry mnie uspokoił to coś we mnie mi mówiło, że powinnam się przyjrzeć tej sprawie.
Całowaliśmy się wtuleni w siebie.
-mówiłem ci już, że masz śliczne oczy.?
-tak, ale nie wiem co jest pięknego w takich oliwkowych goglach-zaśmiałam się.
-wszystko jeżeli posiada je najpiękniejsza osoba na świecie.
-dziękuję-całowałam go.
Jego pocałunek był delikaty, ale bardzo mi się podobał.
Wpadłam na pomysł by go trochę podenerwować. Odwróciłam się do niego i dałam nura do wody, tak aby go ochlapać.
-goń mnie-krzyknęłam do niego.
Patrząc w stronę domów i plaży zobaczyłam auto. Nic by nie było w tym dziwnego tylko 2 mężczyzn których było koło auta bardzo dziwnie się zachowywało. Jeden siedział za kierownicą a drugi trzymał jakąś dziewczynę w tali.
-patrz-pokazałam na dziewczynę-dziwna sytuacja. To wygląda jak by ten chłopak chciał ją porwać.
-ale to Domi-powiedział Harry który momentalnie wybiegł z wody ubierając się.
Rzeczywiście, dziewczyną która została wciągnięta do auta była moja najlepsza przyjaciółka
-Domi-podbiegłam krzycząc i wymachując rękami z przerażenia.
Harry podbiegł do pół odjeżdżającego auta i uderzył w maskę a mężczyzna który siedział obok kierowcy wyszedł i wyciągną broń strzelając w mojego chłopaka. Harry momentalnie upadł na ziemię.
-Haaaarryyy-krzyknęłam.
Obudziłam się z najgorszego koszmaru w całym moim życiu.
-co się stało-przybiegł do mnie Harry w fartuszku kucharki i czapce kucharza.
-jak dobrze, że nic ci nie jest-podbiegłam do niego wtulając się w niego- co ty masz na sobie.??
-a robię ciasteczka.
Uznałam, że mąka która była na jego twarzy wyglądała bardzo seksownie.
-gdzie Domi
-siedzi na dole oglądając telewizję
-jak dobrze-usiadłam na łóżku z założonymi rękami.
-zły sen.?-spytał
-najgorszy koszmar jakikolwiek miałam w całym zyciu. Śniło mi się, że ciebie straciłam.
Przytulił mnie i nie chciał puścić. W końcu się odezwał:
-na dole też jest nowa koleżanka Niall’a Kasia.
-cooo.??
W kilkanaście minut byłam ubrana i umalowana aby zobaczyć nową wybrankę która skradła serce naszego blondynka.
-cześć-podeszłam do ciemnej blondynki podając jej rękę-jestem Carolina
-Kasia-wstała i zaraz usiadła
-no w końcu wszyscy są w komplecie-powiedział Zayn.-więc korzystając z okazji, że jest tu Harola ,Loumi Nialla..
-co to ma być-przerwała mu Domi-jakieś skróty.?
-no nudziło mi się wczoraj-puścił do niej oko-no i Zayga , chcę wam coś powiedzieć.
-słuchamy-powiedziałam. Patrząc na miny każdego chłopcy wiedzieli o co chodzi, ale tylko ja Domi, Daga i Kasia nie wiedziałyśmy o czym mowa.
-jedziemy do Usa.
-cooo.?-powiedziała Daga krztusząc się sokiem
-trasa koncertowa z BTR-powiedział Harry siedząc dalej w czapce kucharza
-no ale co my bez was zrobimy-parsknęła Domi w objęciach Lou.
-no ale nie myśl, że jesteśmy kretynami. Jedziecie z nami
-coooo.??- domi znowu nie uwierzyła- wiedziałaś coś o tym.??-powiedziała patrząc na mnie.
-niee, ale Domi wiesz co to oznacza.?
-FLORYYDA!!-krzyknęłyśmy w jednym czasie.
                Od czasów podstawówki marzeniem moim i Domi była wycieczka po Stanach Zjednoczonych, lecz zawsze nie było możliwości spełnić naszych marzeń. Teraz gdy to możliwe czułyśmy się jak najszczęśliwsze dziewczyny pod słońcem.
-dziękuję ci Harry-tonęłam się jego objęciach- ale dlaczego nic nie powiedziałeś.
-niespodzianka-puścił do mnie oko
Popatrzyłam się na Kasię. Widać, że czuła się skrępowana w tej sytuacji. Gdy każdy był zajęty sobą ona siedziała skulona w koncie. Postanowiłam do niej podejść i zagadać.
-ej co jest.?-spytałam
-boooo.. ja nie mogę jechać-powiedziała.
-czemu.?
-nie mogę zostawić mamy. Jest chora nie miała bym serca jej zostawiać.-posmutniała- zresztą nie znam was tak dobrze…
-rozumiem cię-powiedziałam jej-ale musisz w jak najszybszym czasie powiedzieć o tym Niall’owi.
x. Domi .x
                Cała impreza trwała na dole więc ja z Lou mając okazję wymknęłam się aby iść na górę.
-to co robimy-spytałam
-nie wiem, obejrzymy coś.?
-mam inną propozycję.
Wyłączając telewizor i zasłaniając rolety zaczęłam go całować. Byliśmy już ze sobą długo więc uznałam, że to pora na pewne zmiany. Byłam na to gotowa.? Oczywiście. Chciałam to zrobić z Louisem Tomilsonem.? Jak najbardziej. Wiec na co ja czekam.?
W pospiechu zaczęłam ściągać z niego ubrania a on ze mnie. Całując się namiętnie, nie miałam czasu na jakiekolwiek słowa. Całując go ściągnął swoje bokserki ja tylko jęknęłam. 

okej mamy kolejny, sorki że tak długo nie pisałam, ale nie miałam weny . mam nadzieję, że się podoba
no misia chciałaś żeby więcej było o tobie to masz :DDD.
zostawiajcie komentarze ;) będzie bardzo miło, no to paaa xxx
Ps.: jak macie propozycje do kolejnych to pisać na gadu lub tt:D

@Karolaxxx1

niedziela, 26 lutego 2012


Rozdział 17.
x. Liam .x
                Środek nocy. Spać nie mogę. Cały czas myślę o niej. W sumie powinienem zapomnieć po tym co mi zrobiła tak czy siak nie potrafiłbym jej na nowa zaufać, ale z dużo dla mnie znaczyła. Myśli pałętały mi się po głowie cały czas ,, Merry, Merry, Merry”- tylko to teraz siedziało w mojej głowie. Nie schodziłem na dół, bo wiem, że każdy śpi, lecz usłyszałem na dole jakiś łomot. Zeszedłem na dół zobaczyć kto to.
-hej-powiedział dobrze znajomy mi głos.
-Boże to ty- odskoczyłem z wrażenia.
-no co.?- Daga wyciągała z lodówki jedzenie.
-w środku nocy będziesz jeść.?-spytałem
-nie to dla Zayna, źle się czuje, jemu coś tak dam aby coś zjadł. A u ciebie jak.?
-dobrze-próbowałem ją oszukać, lecz ona jak by czytała w moich myślach.
-nie oszukasz mnie. Wiem, że o niej myślisz i nie potrafisz przestać.
-masz rację-usiadłem na taboret jedząc kawałek czekolady którą dała mi dziewczyna.
-idź na górę spać rano wstaniesz to ci przejdzie.
Poszedłem za jej radą.
***
-Hallo.?- odebrałem telefon. Po drugiej stronie słuchawki był starszy facet nie wiem, kto to bo nie znałem głosu.
-proszę przyjechać to szpitala przy Centarl Parku! Chodzi o Merry.
Rozłączył się.
W kilka sekund byłem gotowy do wyjścia.
-gdzie wychodzisz.?-spytała Domi na dole.
-będę potem.-wybiegłem z domu
Gdy przyjechałem na miejsce czekała na mnie bardzo zła wiadomość.
-Pan Liam Payne ?
-tak o co chodzi. ? – mówiłem przestraszony.
-mam dla pana bardzo zle wieści… chodzi o pannę Merry
-co jej jest.
-próbowała popełnić samobójstwo.
-co.??-usiadłem z wrażenia. To nie możliwe .-wyjdzie z tego.?-zapytałem
-niestety-lekarz przełknął ślinę-już nie wyszła. Kazała tylko przekazać panu ten list-podał mi list- bardzo mi przykro.
Łzy nabrały mi się do oczu. Wybiegłem ze szpitala z listem w ręce, którego przez dłuższy czas nie potrafiłem otworzyć. Cały czas byłem zdenerwowany i rozpaczny. Prowadziłem auto o mało nie powodując wypadku. Gdy podjechałem na podjazd do nas wysiadłem i od razu wparowałem do pokoju zamykając drzwi na zamek i rzuciłem się na łóżko. Zacząłem płakać. Za drzwiami stała Caroline która próbowała się do mnie dobić. Na daremno.
-idź sobie, chcę być sam-krzyknąłem do niej w łzach.
List leżał na komodzie, lecz nie wiedziałem czy go otworzyć.
Otworzyć czy nie.?- te myśli pałętały się w mojej głowie, lecz powiedziałem że zaraz najpierw musze pomyśleć.
Co teraz będzie.? Jej nie ma i nigdy już nie będzie.? Zabraknie jej dla każdego. Nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na te pytania.
Wstałem i zabrałem się za czytanie listu.
                               ,,Liamie, nigdy nie byłam dobra w pisaniu listów pożegnalnych, dlatego będę pisała po prostu z serca. Zrobiłam to bo miałam już tego dosyć. Chciałam, żeby lekarze mnie nie uratowali. Tak będzie lepiej, dla ciebie, dla mnie, dla każdego. Myślałam, ze kiedyś mi wybaczysz, lecz myliłam się za dużo bólu ci zadałam i się nie dziwię, na twoim miejscu zrobiłabym to samo. Chcę cię prosić tylko o jedno, abym już na zawsze została w twojej głowie. Kocham i będę cię kochać. Merry
Ps: Czekam na ciebie już na zawsze”
Rozpłakałem się. Nie potrafiłem powstrzymać łez. W końcu zadecydowałem. Spakowałem się i zeszedłem na dół.
-gdzie ty jedziesz-spytał Harry trzymający w ramionach Carolinę.
-do rodziców.. muszę odpocząć jak najdalej od tego miejsca.
-ale co się stało.?-spytała Carolina
-wracam za tydzień-wyszedłem i zostawiłem im list na komodzie po tym się wszystkiego dowiedzą.
x. Caroline .x
                Pierwsze co zrobiłam po wyjściu Liama to odczytałam list.
-co robisz-wtargnął do pokoju Harry i zastał mnie siedzącą i płaczącą na kanapie z listem w ręku- co jest mała.?
-Merry popełniła samobójstwo-zaczęłam płakać.
-cooo.?-wtulił się we mnie i płakał razem ze mną.
-gdzie jest Liam-zapytał Niall który także w tym momencie wszedł to pokoju a ja mu dałam list by przeczytał na głos gdy wszyscy będą w pokoju.
Nagle w salonie pojawili się wszyscy: Domi z Lou, Daga z Zaynem, Niall i ja z Harrym siedzieliśmy a gdy nasz kochany blondynek czytał list od Merry dla Liama. Każdemu po kolei zaczęły płynąć łzy po policzkach.
-w takim razie gdzie jest Liam, który teraz pewnie cierpi najbardziej.?-spytała Daga.
-pojechał do rodziny. Chciał odpocząć-odpowiedziałam.
Każdy się rozszedł do siebie w ciszy.
``` tydzień później ‘’’’’
                Po pogrzebie pojechaliśmy wszyscy do domu w którym każdy poszedł do siebie.
-jak się czujesz-spytał wchodząc do mojego pokoju Harry.
-dobrze, jakoś się trzymam, ale najgorzej cierpi Liam, po pogrzebie pojechał do rodziny, kiedy wraca.?
-nie wiem. ale może gdzieś pójdziemy .
-gdzie chcesz iść.?
-nie wiem obojętnie oderwać się od codzienności i naszego domu.
-więc gdzie-spytałam po raz kolejny.
-do kawiarni. Chodź-pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy spędzając resztę wieczoru razem a w myślach Merry.
x. Niall .x
                To dzisiaj. Randka z Kasią. Ciemną blondynką o niebieskich oczach. Wyszedłem z domu punkt 18:30 aby o 19 móc się z nią zobaczyć.
Idzie. Z naprzeciwka wychodzi w fioletowej sukience i czarnej torebce.
-hej-wydukałem i wyciągnąłem dla niej różę którą jej dałem
-hej-pocałowała mnie w policzek-dziękuję jest śliczna
-to nic w porównaniu z tobą-powiedziałem chyba na tyle cicho, aby nie usłyszała
-dzięki.-uśmiechnęła się.
Uśmiech miała najpiękniejszy. Gdy jej usta szły w górę robiły się na jej twarzy słodkie dołeczki które mi się bardzo spodobały.
-gdzie idziemy.?
-ja stawiam na miejsce w którym się poznaliśmy do milk’a-zaproponowała.
-jasne-odparłem.
Wziąłem ją pod rękę i zaprowadziłem do miejsca, które od dzisiaj było moim ulubionym.
***
- to był niesamowity wieczór. Dziękuję ci.
Byliśmy już przy jej domu, gdy nagle zachciałem ją pocałować.
Pocałunek był delikaty, ale bardzo subtelny. Oderwała się.
-coś źle zrobiłem-spytałem przerażony.?
-nie, ale mi wbijasz skrzynkę na listy w plecy.-zaśmiała się
-zobaczymy się jeszcze.?
- kiedyś tak-powiedziała i pocałowała mnie.
Niesamowita laska-mówiłem sobie w głowie.

mam nowy wygląd strony myślę, ze sie podoba ;P proszę o komentowanie, no a tak to was kocham ;D

środa, 22 lutego 2012


Rozdział 16.
                Po przebudzeniu wszędzie leżały płatki róż. Dopiero co otworzyłam oczy a już czekało mnie ogromne zdziwienie. Z uśmiechem na twarzy ubrałam się i zeszłam na dół kierując się porozrzucanymi płatkami białych kwiatów. Na dole czekał na mnie nakryty stół białym obrusem a na nim śniadanie jak z amerykańskich filmów. Nikogo nie było więc się lekko zdziwiłam nawet nie było Harr’ego. Zdziwiona zaczęłam szukać wszystkich po całym domu, lecz w żadnym pomieszczeniu nikogo nie było nawet w łazience..
Po chwili usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi skierowałam wzrok w kierunku przedpokoju. Zobaczyłam Hazzę z reklamówką pełna zakupów w ręce.
-już wstałaś- rozszerzył oczy ze zdumienia- nie mogłaś pospać jeszcze z 30 minut.?
-aleee.-nie wiedziałam co powiedzieć
-już idź-zakręcił mnie i popchał mnie na górę-i nie zchodź tu. Dopiero za 30 minut. Kocham cię-krzyknął gdy ja już byłam na górze.
Nic już z tego nie rozumiałam… Jeżeli mieliśmy zjeść razem śniadanie, to dlaczego kazał mi iść na górę.? Dlaczego nie pozwolił mi zostać.?
Gdy miałam te pół godziny czasu czekając na górze, wzięłam prysznic i się pomalowałam. Została mi chwila więc weszłam na komputer. Poczytałam na Internecie najświeższe wiadomości o chłopcach z One Direction. Byłam ciekawa ile prawdy jest w tym co piszą portale plotkarskie itp. Czytając te bzdury dowiedziałam się, że Niall zgwałcił jakąś dziewczynę a chłopak Domi- Lou chodzi z jakąś dziewczyną na literę E, której imienia nawet nie zapamiętałam.
-chooodź już-krzyknął Hazza z dołu tak głośno, żebym usłyszałam.
Zeszłam na doł a na dole dołożył tyle, że za palił świece, i dodał wiele romantycznych dodatków. Dla niektórych tyle, dla mnie to AŻ.
-powiesz coś.??
-aleee.-po raz pierwszy mnie zatkało, nie miałam pojęcia co powiedzieć.-to jest piękne.-podbiegłam do niego i go mocno przytuliłam.
Jeszcze nigdy z żadnym chłopakiem nie byłam tak szczęśliwa. Chciałam w jego objęciach spędzić jak najwięcej czasu.
-zjemy coś.? bo cos dużo tego przygotowałem.?
-jasne- usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. Ja po jednej a Harry po drugiej stronie stołu.
-smakuje.?
-jasne, od ciebie zawsze, dziękuję ci za wszystko.. a podobało ci się wczoraj.?
-pewnie-puścił do mnie oko.
-a gdzie wypędziłeś resztę.?
-poszli gdzieś nawet nie wiem. Po prostu powiedziałem, że mają iść i tyle.-z uśmiechem wziął do ust kolejny kawałek naleśnika z nutellą.
x. Niall .x
- to co jedziemy do Milk Shake.? Co wy na to.?- powiedziałem w kierunku pięciu moich słuchaczy.
Hazza kazał nam się wynieść z domu bo chciał coś romantycznego zrobić dla Caroline, więc ja Liam, oraz Zayn i Lou ze swoimi dziewczynami pojechaliśmy do miejsca które ja zaproponowałem.
Zajęliśmy miejsca pod oknem które wybrały dziewczyny.
-ja z Niallem pójdę zamówić.-powiedział Liam a ja zabrałem od reszty kartkę na której było napisane co chcą.
Gdy doszliśmy do lady w drugim rogu pomieszczenia dojrzałem dziewczynę. Ciemna blondynka średniego wzrostu o niebieskich oczach spoglądała czasami w naszą stronę a ja nie wiedziałem jak się zachować.
Nigdy nie miałem bliższego kontaktu z dziewczynami i zazwyczaj ich unikałem, bo gdy przed rokiem zostałem zraniony teraz miałem do nich uraz.
Spoglądając na blondynkę która siedziała samotnie w koncie zostałem szturchnięty w łokieć.
-cooo.?
-czyżby dziewczyna na horyzoncie-spytał specyficznym głosem Liam.
-nie nie wiem jaka jest…
Doszliśmy do stolika trzymając napoje w rękach a ja zapatrzony w drugą stronę miejsca w którym byliśmy.
-Niall uhu-pomachała mi przed oczami Daga a Domi zabrała ode mnie napoje.
-coo cooo.-spytałem nieprzytomny.
-idź do niej-powiedziała Domi-przecież widzę jak na nią patrzysz.
-na pewno mam iść.?? Brakuje mi odwagi.
-idź-Daga wstała i dała mi kopniaka w tyłek.
Nabrałem tchu i postanowiłem podejść do dziewczyny.
Ale co mówić.? Jak się zachować.? A jak mnie rozpozna i zacznie piszczeć.? Ale nie ona jest chyba inna… Postanowiłem wziąć przykład z Zayna.
Podszedłem do stolika i wyciągnąłem z siebie pierwsze słowo
-heeeej, można się dosiąść.?
-jasne- pokazała miejsce naprzeciwko niej.-jestem Kasia- podała mi rękę
-ja Niall.- odwdzięczyłem jej uścisk.- co ty tu robisz.??
Głupek-pomyślałem, jak mogłem zadać jej tak banalne pytanie.
-yyy no nie wiem siedzę i piję, czytając książkę..
-o też lubię czytać.
Rozmowa ciągnęła się przez kilkanaście minut. Efektem niej było to, że w sobotę idę z nią na spacer.
x. Liam .x
-no nareszcie-powiedziała Daga w stronę Nialla który przyszedł i usiadł koło mnie.
-i co.?
-no w sobotę idę z nią na spacer…
-zajebiście-powiedział Zayn do kumpla.
Niall cały w skowronkach oglądał się do tyłu do dziewczyny którą nam przedstawił jako Kasia. A ona się tylko śmiała, próbując skupić się na książce którą czytała.
Ja siedziałem bez celu i wpatrując się w okno i rozmyślając.
Obok mnie dochodziły jakieś szepty. Lou i Domi zmienili nagle atmosferę całego stolika.
-co jest- spytałem zdziwiony.
A Domi ze sztucznym uśmiechem na twarzy odparła
-nic, ale raczę ci nie patrzeć na lewooo.
Chciałem nie patrzeć, ale pokusa okazała się silniejsza. Na lewo weszła rudowłosa dziewczyna, która usiadła tyłem do nas. Od razu rozpoznałem te rude loki, łza zakręciła mi się w oku.
-idę do niej- powiedziałem przyjaciołom którzy siedzieli ze mną przy stoliku.
-nie!-powiedziała Domi próbując mnie powstrzymać, lecz to nic nie dało.
Podszedłem do dziewczyny, którąś kiedyś mogłem nazwać moją dziewczyną
-hej-powiedziałem smutnym głosem.- co ty tu robisz.?
-siedzę, mając nadzieję, ze cię tutaj nie spotkam.
-słucham.?-myślałem, ze się przesłyszałam.
Rozmowa trwała jeszcze kilka minut… Była ewidentnie widać, ze nic z tego dalej nie będzie z resztą nie wiem czy sam chciałem…
-wyjeżdżam.
-co.?-nie wierzyłem w jej słowa.-dlaczego
-bo nie będę cię dalej ranić… mam ciebie już dosyć. Zniknę z twojego życia raz na zawsze.
Wyszła.
A ja miałem wrażenie jak by cały świat zawalił mi się do góry nogami.
To nie możliwe.
Wróciłem do stolika i zostałem zasypany masą pytań.
x. Merry .x
                Musiałam mu tak powiedzieć. Nawet jeżeli to nie było prawdą, bo nie było. To musiałam tak powiedzieć. Nie mogłam go dalej ranić nawet po rozmowie z Caroline, która mi powiedziała żebym go zostawiła w spokoju miała mnie dość. Nikt mnie tam nienawidził, nawet teraz Liam.
Wyszłam z Milk’a.
Spakować się i za 2 godziny samolot do Dublina.
** 2,5 godziny później **
Dojechałam do domu. Miło było znów zobaczyć te małe uliczki na mojej dzielnicy. Pierwszy widok jaki ujrzałam po dojściu do domu to Tom, mój były chłopak. I nagle odrodziło się we mnie uczucie sprzed lat.. szkoła podstawowa.. co to było.
Lecz w głowie ciągle Liam … i myśli samobójcze.
Nie mogłam o nim myśleć, nie kochałam gooo. Mimo, ze tak go oszukałam i okłamałam to musiałam. Doszłam do domu i zanurzyłam się w objęciach Toma a w głowie pustka. Miałam dość. Znikam z jego życia i z mojego chyba też…

no to kolejny rozdzial za nami. Jest nas coraz więcej dzięki wam wielkie ;D. pomysł mi w polowie dała moja kochana Kasia <3. kocham cię ;* jak widać, będziemy mieć nową bohaterkę,, czekajcie na więcej ;d

niedziela, 19 lutego 2012


Rozdział 15.
- No to zacznie się kazanie- powiedziała Domi przerażonym głosem.
- nie martw się musi być dobrze…- próbowałam ją uspokoić.
Usiadłyśmy na kanapie w dużym pokoju i spodziewałyśmy się najgorszego. Lou stanął za kanapą a Hazza usiadł na stoliku, który stał naprzeciwko kanapy.
-co wyście narozrabiały…??-spytał Hazza a Lou chodził od punktu do punktu patrząc w podłogę.
-no bo was nie było…
-to moja wina-przerwałam Domi… wiem, że ona nie lubi kłótni i uczy się na błędach, więc zaryzykowałam.- tak to moja wina, to ja chciałam..
-ale siedzimy w tym razem-zabrała mi głos Domi.
-dobra przestańcie się kłócić-powiedział Harry
- a ty do jasnej cholery skończ już tak łazić, bo mnie do wkurza-krzyknęła do Lou Domi na ostatkach cierpliwości.
Stanął. Zdziwiło go to, że Domi jest taka dla niego. Nigdy jej takiej nie znał.
-Myśmy nic takiego nie zrobiły a macie do nas pretensje. Zabawiłyśmy po prostu bo was nie było. Możemy robić co chcemy nasze życie. Więc nawet jak coś to ani ja ani Carolina nie mamy was za co przepraszać, skończyłam –powiedziała wkurzonym głosem i wyszła z pokoju a Lou za nią.
-ty też tak uważasz.?-zapytał Harry.
Dobrze wiedziałam co miał na myśli.? Ale skąd się dowiedział.? Skąd wiedział, że podrywałam tamtego kolesia. Ja nawet nie wiem kim on jest. Nic nie pamiętam… chciałam mu powiedzieć, ale nie wiem jak by to przyjął.
-ja na prawdee-jąkałam się.
Usiadł obok mnie i patrzył na mnie groźnym wzrokiem.
-dlaczego to zrobiłaś.? Źle ci ze mną.
-kurde Harry-mówiłam już z zdenerwowaniem-ja nic nie zrobiłam, nie całowałam się z nim ani co gorsza nie przespałam się z nim…
-cooo.?-spytał
-tak . dobrze mówię, nie masz mi mieć co za złe bo nic wielkiego nie zrobiłam, zresztą gdyby nie Domi to bym o niczym nie wiedziała. Nic nie pamiętam, bo byłam za bardzo pijana
-ale o czym ty mi w ogóle mówisz….
- a ty o czym.?-nie wierzyłam, że się wygadałam…
-noo o tym, że się upiłaś… - nie wierzył w to co usłyszał- ale cos ty zrobiła.??
-no Harry to nic wielkiego…
Wyszedł z pokoju.. Wiedziałam, ze go to bardzo bolało. Ja poszłam do siebie i położyłam się na łóżku zaczęłam płakać.
Przyszła do mnie Domi i siedziała ze mną. Potrzebowałam teraz tego…
-zgoda.?-spytałam. Miałam na myśli ją i Lou.
-tak.. a u was.?
-nie wiem, wyszedł nic nie powiedział- rozpłakałam się.- wiesz co zostaw mnie samą.
x.Domi.x
Wiem źle zrobiła, ale to nie powód by tak się zachowywać chodziło mi o Harr’ego. W sumie potrzebował czasu by to przemyśleć, ale chciałam z nim pogadać. Carolina by tego nie chciała, ale musiałam wziąć sprawę w swoje ręce bo nie chciałam najgorszego.
Szukałam Hazzy wszędzie, ale go nigdzie nie wyszło. Pomyślałam, że będzie za lasem nad jeziorkiem. To jego ulubione miejsce do przemyśleń. Nie myliłam się. Za kupą krzaków, siedział Harry, który patrzył na wodę bez celu. Dosiadłam się.
- co jest.?
Cisza. Nie odzywał się.
- to koniec-spytałam.
-cooo.? Mówiła ci coś.? Że chce.?-przeraził się
-nie.. nie, ale ona myśli, ze ty chcesz.
-nie, po prostu chciałem to przemyśleć, wiem, ze nie zrobiła tego specjalnie,ale…. dobra lecę ratować to co się psuje- pocałował mnie w policzek i poleciał do domu.
                Wróciłam do pokoju gdzie czekał na mnie Lou na łóżku. Ewidentnie chciał porozmawiać.
-no siadaj-powiedział- głodna.?
-nie przekąsiłam jak byłam na dole w kuchni, chciałeś o czymś pogadać.?
-nie po prostu chciałem miło spędzić wieczór w towarzystwie mojej dziewczyny…
Całą resztę tego wieczoru spędziłam w miłym towarzystwie, mając nadzieję, że ten czas będzie trwał jak najdłużej…

x. Harry .x
Trochę czasu mi zajęło zanim wróciłem do domu. Miałem plan jak walczyć o nią, chodź dobrze wiedziałem, ze to ona zawaliła.
Wiedziałem, że znajdę ją w jej pokoju. Leżała na łóżku i płakała.
Podniosła głowę jak tylko mnie zobaczyła i nie chciała wierzyć oczom.
-Harry ja cię przepraszam-wydukała
-nie mów tylko chodź.
Pociągnąłem ją za sobą.
-gdzie idziemy.?-spytała
-zobaczysz.
Przez całą drogę milaczeliśmy a ona patrzyła tylko w ziemię nic nie mówiąc. Zaprowadziłem ją do kącika, który sam dla niej przygotowałem.
Plaża, może, skały. Miałem nadzieję, że jej się podoba.
-alee.
-nic nie mów-zatkałem je usta ręką. Po prostu bądź.
``` 2 godziny później```
Wszystko dobrze. Jest bardzo dobrze. Zaczęliśmy się namiętnie całować.
Doszliśmy do domu i położyliśmy się na łóżko.
-chcesz tego-zapytałem.
-tak-całowała mnie bardziej.
Rzuciliśmy się na łóżko całując się coraz bardziej. W między czasie ściągaliśmy z siebie ubrania.
Dalej było tylko romantyczniej.

może i krótki, ale nie miałam weny ;D. dzięki za tyle odwiedzin ;p. i prosze o komentarze, jakieś pomysły na dalej.?;P pisać <3


wtorek, 14 lutego 2012


Rozdział 14.
                Siedząc po turecku na krześle w kuchni zajadając płatki śniadaniowe miałam bezpośredni widok na duży telewizor, który znajdował się w salonie. Pakując kolejną łyżkę do buzi w telewizorze odezwał się facet z ważnym komunikatem
„ Dzisiaj około godziny 10 nad ranem pomiędzy ulicami 21 a 22 doszło do strzelaniny. Nie wiadomo czy są jakieś ofiary, lecz jest 5 osób rannych. Strzelanina miała miejsce w barze mlecznym. Więcej informacji przekażemy państwu jak będziemy coś wiedzieć.”
Matko kochana.-pomyślałam. Zakrztusiłam się płatkami. Kilka minut trwało zanim się ,,odetkalam” z zakrztuszonych płatków. Pierwsze co to szybko pobiegłam na górę poszukać telefonu aby zadzwonić do moich rodziców. Po drodze omijając co drugi schodek potykałam się z zdenerwowania. Wparowałam do pokoju w pośpiechu szukając telefonu w ciuchach które były rozrzucone po całym pokoju. Po 3 minutach znalazłam telefon który leżał w kredensie i zaczął dzwonić.
-hallo-spytałam nie patrząc na wyświetlacz kto dzwoni
-Cześć skarbie, jak tam.?
-Harry ja do ciebie oddzwonię za kilka minut-rozłączyłam.
W pośpiechu wykręciłam numer do moich rodziców, dokładnie do mamy. Wpisując pomyliłam się kilka razy. Ręce strasznie się mi się trzęsły. Pomiędzy ulicami 21 a 22 mieszkali moi rodzice. Bałam się najgorszego.
Dzwoniłam 4 razy za żadnym razem nikt nie odebrał, bałam się coraz bardziej. Postanowiłam do nich pojechać. Harry dzwonił do mnie po kilka razy a ja nie odebrałam bo nie potrafiłam teraz z nim rozmawiać, po prostu nie byłam w stanie. Jadąc taksówką wszędzie widziałam policje, karetki.
-mamo, tato -spytałam na jednym wdechu wbiegając do mieszkania tak szybko, że omal się nie przewróciłam
-tak kochanie.??-usłyszałam głos mamy, która podeszła do mnie z dużego pokoju.-co się dzieje.??
W pośpiechu ja przytuliłam nie wiele myśląc- tak dobrze, ze nic ci nie jest. Tak się bałam.
-ale czemu by mi się coś miało stać
-bbo bbo-próbowałam opanować zdenerwowany głos- była ta strzelanina i się tak bałam, a ty jeszcze nie odbierałaś telefonu
-kochanie możesz być spokojna wszystko jest dobrze-przytuliła mnie do siebie i pogłaskała po głowie i powiedziała, że mnie kocha swoim matczynym głosem.
***

- hej kochanie przepraszam- zadzwoniłam do Harr’ego będąc już w domu na spokojnie. Tu wyjaśniłam mu wszystko.
-to dobrze bardzo się martwiłem.-powiedział swoim opiekuńczym głosem.
Rozmawialiśmy jeszcze kilkanaście minut. Był wtorek 15:30. Do pokoju weszła Domi
-hej, ej wiesz, ze za 30 minut przychodzi Merry.?
Szlak by to-pomyślałam i pobiegłam na górę się przebrać.
Dzwonek do drzwi, zleciałam na dół. Próbowałam opanować zdenerwowanie które we mnie tkwiło i to, że na głowie miałam tyle problemów. Chłopaków jeszcze nie było i wracają dopiero w sobotę.
-hej.- powiedziała Merry głosem beztroskim. Widać było po niej, że bardzo żałuje-mogę?
-tak tak..-otworzyłam jej drzwi.
Usiadłyśmy w salonie przez kilka minut w ciszy. Byłysmy samie nie chciała by Domi była przy tej rozmowie, nie odezwała się więc ja musiałam zrobić pierwszy krok.
-dlaczego to zrobiłaś-zapytałam się jej wpatrując się w okno.-wiesz jak Liam cierpi.??
-zakochałam się-patrzyła cały czas w podłogę.
Opowiedziała mi całą historię. Powiedziała mi, że się zakochała, to była ślepa miłość, nie wiedziała co robi. Teraz Jackson-bo tak się nazywał ten chłopak-ją zostawił
-zaraz zaraz, czekaj to nie jest ten z 3 klasy.?-spytałam
-tak ten-odpowiedziała z głową spuszczoną w dół.
-on.?-chciało mi się śmiać- dla niego zostawiłaś Liama.?? Przecież dobrze wiesz , że to podrywacz… wiesz jaki on jest-wykrzyczałam jej to.
-no tak może i tak, ale dobrze sama wiesz, że miłość jest ślepa i głucha-odparła
-i co teraz chcesz zrobić.?
-chcę wrócić do Liama.
Cooo.? Ona sobie chyba żartuje najpierw do zostawiła jak nie wiadomo kogo nie dawała znaku życia, a teraz po prostu chce wrócić
-Aha-powiedziałam jej, musiałam być z nią szczera- nie wiem jak Liam, musisz z nim pogadać, ale wątpię aby ci przebaczył bo dobrze wiesz jaki on jest uczuciowy- tu przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech, ale jeżeli chodzi o mnie to wiedz, ze ci już nie zaufam.
Po tych słowach wstała i się pożegnała, do czego dodała, ze dziękuje mi za szczerość, ale ona się tak łatwo nie podda.
***
-to co kino, łyżwy kawiarnia-zapytała Domi- jesteśmy w cenrum miasta więc decyduj.
-hmm-pomyślałam-chodź do kawiarni.
-mam ochotę na jakiejś %-zaśmiała się
-no okej, dla ciebie zrobię wyjątek.
Weszłyśmy do kawiarni. Byłam tam pierwszy raz więc nie widziałam jak tam jest . Stało tam bardzo dużo stolików, jeden był zajęty przez kilku chłopaków, którzy bardzo głośno krzyczeli bo oglądali mecz.
-zajmujemy tamten stolik- pokazałam palcem na miejsce pod oknem.- to co ty czy ja idziesz zamówić.
-ja pójdę-Domi poszła i zamówiła.
Po kilku minutach przyszedł kelner z dwoma drinkami. Z Domi nie widziałyśmy końca piłyśmy i piłyśmy. Byłyśmy w końcu przy końcówce, bo czułam, że więcej nie mogę.
-Domi zostaw to-zabrałam jej butelkę-starczy na dzisiaj.
***
-Boże gdzie ja jestem-spytałam-ała moja głowa.
Rozejrzałam się po okolicy. Byłam w bardzo dziwnym miejscu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu 14 nieodebranych połączeń od Harr’ego. Jezu co się dzieje i gdzie ja jestem.
Godzina: 11.06
Pomieszczenie było ciemne z jednym oknem i stolikiem. Naprzeciwko mnie siedziała Domi już wstała
-gdzie my jesteśmy.?-zapytałam
-na izbie wytrzeźwień moja miła-powiedziała Domi która była w nie lepszym stanie niż ja.
-cooo.?
-tak to-powiedziala ostrym tonem- a najgorsze jest to, że nie odbierałyśmy od chłopaków oni nie odbierają od nas, pewnie się teraz martwią a na dokładkę za drzwiami stoją twoi rodzice
-o matko kochana, kłopoty nadciągają.
-no, a co będzie jak zadzwonią do moich .??
-nie nie zadzwonią obiecuje ci to-przytuliłam przyjaciółkę- a pamiętasz co kolwiek z wczoraj.?
-tak tyle, że podrywałaś jakiegoś chłopaka i masz od niego numer telefonu, tyle wiem, nie źle musiałyśmy być zlane.
Po wyjścu czekali na mnie moi rodzice i policjant
-i co młoda damo.?-spytał tata
-eeee nic po prostu jestem dorosła-próbowałam go udobruchać.
-porozmawiamy w domu. A one proszę pana- skierował się do policjanta- spowodowały coś.?
-nie na szczęście nie, ale proszę je zabrać do domu.
I z Domi wyszłyśmy z izby jadąc do domu w aucie moich rodziów, najgorsze co mogło być.
***2 godziny później***
-dobra udajmy, że się nic nie stało… zapominamy, i nie dzwonimy do rodzicow Domi, ale jeżeli jeszcze raz nam cos takiego wykręcicie, tooo.
-nie musisz kończyć- przykryłam mu usta ręką. Dzięki-obie z przyjaciółką się na niego powiesiłyśmy.
-poszli w końcu-zamknęłam drzwi.-i co teraz.??
-chłopcy są wkurzeni.
- i o wszystkim wiemy, Carolino..-powiedział Harry z Lou wychodząc z zza rogu kuchni patrząc złowrogim wzrokiem .

okej jest kolejny rozdział :P dzieki za tyle odpowiedzi w ankiecie ;PP kocham was <3. mam pomysł na dalej ;PPP okej zostawiajcie kometarze miło mi dziekuje ;**