niedziela, 26 lutego 2012


Rozdział 17.
x. Liam .x
                Środek nocy. Spać nie mogę. Cały czas myślę o niej. W sumie powinienem zapomnieć po tym co mi zrobiła tak czy siak nie potrafiłbym jej na nowa zaufać, ale z dużo dla mnie znaczyła. Myśli pałętały mi się po głowie cały czas ,, Merry, Merry, Merry”- tylko to teraz siedziało w mojej głowie. Nie schodziłem na dół, bo wiem, że każdy śpi, lecz usłyszałem na dole jakiś łomot. Zeszedłem na dół zobaczyć kto to.
-hej-powiedział dobrze znajomy mi głos.
-Boże to ty- odskoczyłem z wrażenia.
-no co.?- Daga wyciągała z lodówki jedzenie.
-w środku nocy będziesz jeść.?-spytałem
-nie to dla Zayna, źle się czuje, jemu coś tak dam aby coś zjadł. A u ciebie jak.?
-dobrze-próbowałem ją oszukać, lecz ona jak by czytała w moich myślach.
-nie oszukasz mnie. Wiem, że o niej myślisz i nie potrafisz przestać.
-masz rację-usiadłem na taboret jedząc kawałek czekolady którą dała mi dziewczyna.
-idź na górę spać rano wstaniesz to ci przejdzie.
Poszedłem za jej radą.
***
-Hallo.?- odebrałem telefon. Po drugiej stronie słuchawki był starszy facet nie wiem, kto to bo nie znałem głosu.
-proszę przyjechać to szpitala przy Centarl Parku! Chodzi o Merry.
Rozłączył się.
W kilka sekund byłem gotowy do wyjścia.
-gdzie wychodzisz.?-spytała Domi na dole.
-będę potem.-wybiegłem z domu
Gdy przyjechałem na miejsce czekała na mnie bardzo zła wiadomość.
-Pan Liam Payne ?
-tak o co chodzi. ? – mówiłem przestraszony.
-mam dla pana bardzo zle wieści… chodzi o pannę Merry
-co jej jest.
-próbowała popełnić samobójstwo.
-co.??-usiadłem z wrażenia. To nie możliwe .-wyjdzie z tego.?-zapytałem
-niestety-lekarz przełknął ślinę-już nie wyszła. Kazała tylko przekazać panu ten list-podał mi list- bardzo mi przykro.
Łzy nabrały mi się do oczu. Wybiegłem ze szpitala z listem w ręce, którego przez dłuższy czas nie potrafiłem otworzyć. Cały czas byłem zdenerwowany i rozpaczny. Prowadziłem auto o mało nie powodując wypadku. Gdy podjechałem na podjazd do nas wysiadłem i od razu wparowałem do pokoju zamykając drzwi na zamek i rzuciłem się na łóżko. Zacząłem płakać. Za drzwiami stała Caroline która próbowała się do mnie dobić. Na daremno.
-idź sobie, chcę być sam-krzyknąłem do niej w łzach.
List leżał na komodzie, lecz nie wiedziałem czy go otworzyć.
Otworzyć czy nie.?- te myśli pałętały się w mojej głowie, lecz powiedziałem że zaraz najpierw musze pomyśleć.
Co teraz będzie.? Jej nie ma i nigdy już nie będzie.? Zabraknie jej dla każdego. Nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na te pytania.
Wstałem i zabrałem się za czytanie listu.
                               ,,Liamie, nigdy nie byłam dobra w pisaniu listów pożegnalnych, dlatego będę pisała po prostu z serca. Zrobiłam to bo miałam już tego dosyć. Chciałam, żeby lekarze mnie nie uratowali. Tak będzie lepiej, dla ciebie, dla mnie, dla każdego. Myślałam, ze kiedyś mi wybaczysz, lecz myliłam się za dużo bólu ci zadałam i się nie dziwię, na twoim miejscu zrobiłabym to samo. Chcę cię prosić tylko o jedno, abym już na zawsze została w twojej głowie. Kocham i będę cię kochać. Merry
Ps: Czekam na ciebie już na zawsze”
Rozpłakałem się. Nie potrafiłem powstrzymać łez. W końcu zadecydowałem. Spakowałem się i zeszedłem na dół.
-gdzie ty jedziesz-spytał Harry trzymający w ramionach Carolinę.
-do rodziców.. muszę odpocząć jak najdalej od tego miejsca.
-ale co się stało.?-spytała Carolina
-wracam za tydzień-wyszedłem i zostawiłem im list na komodzie po tym się wszystkiego dowiedzą.
x. Caroline .x
                Pierwsze co zrobiłam po wyjściu Liama to odczytałam list.
-co robisz-wtargnął do pokoju Harry i zastał mnie siedzącą i płaczącą na kanapie z listem w ręku- co jest mała.?
-Merry popełniła samobójstwo-zaczęłam płakać.
-cooo.?-wtulił się we mnie i płakał razem ze mną.
-gdzie jest Liam-zapytał Niall który także w tym momencie wszedł to pokoju a ja mu dałam list by przeczytał na głos gdy wszyscy będą w pokoju.
Nagle w salonie pojawili się wszyscy: Domi z Lou, Daga z Zaynem, Niall i ja z Harrym siedzieliśmy a gdy nasz kochany blondynek czytał list od Merry dla Liama. Każdemu po kolei zaczęły płynąć łzy po policzkach.
-w takim razie gdzie jest Liam, który teraz pewnie cierpi najbardziej.?-spytała Daga.
-pojechał do rodziny. Chciał odpocząć-odpowiedziałam.
Każdy się rozszedł do siebie w ciszy.
``` tydzień później ‘’’’’
                Po pogrzebie pojechaliśmy wszyscy do domu w którym każdy poszedł do siebie.
-jak się czujesz-spytał wchodząc do mojego pokoju Harry.
-dobrze, jakoś się trzymam, ale najgorzej cierpi Liam, po pogrzebie pojechał do rodziny, kiedy wraca.?
-nie wiem. ale może gdzieś pójdziemy .
-gdzie chcesz iść.?
-nie wiem obojętnie oderwać się od codzienności i naszego domu.
-więc gdzie-spytałam po raz kolejny.
-do kawiarni. Chodź-pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy spędzając resztę wieczoru razem a w myślach Merry.
x. Niall .x
                To dzisiaj. Randka z Kasią. Ciemną blondynką o niebieskich oczach. Wyszedłem z domu punkt 18:30 aby o 19 móc się z nią zobaczyć.
Idzie. Z naprzeciwka wychodzi w fioletowej sukience i czarnej torebce.
-hej-wydukałem i wyciągnąłem dla niej różę którą jej dałem
-hej-pocałowała mnie w policzek-dziękuję jest śliczna
-to nic w porównaniu z tobą-powiedziałem chyba na tyle cicho, aby nie usłyszała
-dzięki.-uśmiechnęła się.
Uśmiech miała najpiękniejszy. Gdy jej usta szły w górę robiły się na jej twarzy słodkie dołeczki które mi się bardzo spodobały.
-gdzie idziemy.?
-ja stawiam na miejsce w którym się poznaliśmy do milk’a-zaproponowała.
-jasne-odparłem.
Wziąłem ją pod rękę i zaprowadziłem do miejsca, które od dzisiaj było moim ulubionym.
***
- to był niesamowity wieczór. Dziękuję ci.
Byliśmy już przy jej domu, gdy nagle zachciałem ją pocałować.
Pocałunek był delikaty, ale bardzo subtelny. Oderwała się.
-coś źle zrobiłem-spytałem przerażony.?
-nie, ale mi wbijasz skrzynkę na listy w plecy.-zaśmiała się
-zobaczymy się jeszcze.?
- kiedyś tak-powiedziała i pocałowała mnie.
Niesamowita laska-mówiłem sobie w głowie.

mam nowy wygląd strony myślę, ze sie podoba ;P proszę o komentowanie, no a tak to was kocham ;D

środa, 22 lutego 2012


Rozdział 16.
                Po przebudzeniu wszędzie leżały płatki róż. Dopiero co otworzyłam oczy a już czekało mnie ogromne zdziwienie. Z uśmiechem na twarzy ubrałam się i zeszłam na dół kierując się porozrzucanymi płatkami białych kwiatów. Na dole czekał na mnie nakryty stół białym obrusem a na nim śniadanie jak z amerykańskich filmów. Nikogo nie było więc się lekko zdziwiłam nawet nie było Harr’ego. Zdziwiona zaczęłam szukać wszystkich po całym domu, lecz w żadnym pomieszczeniu nikogo nie było nawet w łazience..
Po chwili usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi skierowałam wzrok w kierunku przedpokoju. Zobaczyłam Hazzę z reklamówką pełna zakupów w ręce.
-już wstałaś- rozszerzył oczy ze zdumienia- nie mogłaś pospać jeszcze z 30 minut.?
-aleee.-nie wiedziałam co powiedzieć
-już idź-zakręcił mnie i popchał mnie na górę-i nie zchodź tu. Dopiero za 30 minut. Kocham cię-krzyknął gdy ja już byłam na górze.
Nic już z tego nie rozumiałam… Jeżeli mieliśmy zjeść razem śniadanie, to dlaczego kazał mi iść na górę.? Dlaczego nie pozwolił mi zostać.?
Gdy miałam te pół godziny czasu czekając na górze, wzięłam prysznic i się pomalowałam. Została mi chwila więc weszłam na komputer. Poczytałam na Internecie najświeższe wiadomości o chłopcach z One Direction. Byłam ciekawa ile prawdy jest w tym co piszą portale plotkarskie itp. Czytając te bzdury dowiedziałam się, że Niall zgwałcił jakąś dziewczynę a chłopak Domi- Lou chodzi z jakąś dziewczyną na literę E, której imienia nawet nie zapamiętałam.
-chooodź już-krzyknął Hazza z dołu tak głośno, żebym usłyszałam.
Zeszłam na doł a na dole dołożył tyle, że za palił świece, i dodał wiele romantycznych dodatków. Dla niektórych tyle, dla mnie to AŻ.
-powiesz coś.??
-aleee.-po raz pierwszy mnie zatkało, nie miałam pojęcia co powiedzieć.-to jest piękne.-podbiegłam do niego i go mocno przytuliłam.
Jeszcze nigdy z żadnym chłopakiem nie byłam tak szczęśliwa. Chciałam w jego objęciach spędzić jak najwięcej czasu.
-zjemy coś.? bo cos dużo tego przygotowałem.?
-jasne- usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. Ja po jednej a Harry po drugiej stronie stołu.
-smakuje.?
-jasne, od ciebie zawsze, dziękuję ci za wszystko.. a podobało ci się wczoraj.?
-pewnie-puścił do mnie oko.
-a gdzie wypędziłeś resztę.?
-poszli gdzieś nawet nie wiem. Po prostu powiedziałem, że mają iść i tyle.-z uśmiechem wziął do ust kolejny kawałek naleśnika z nutellą.
x. Niall .x
- to co jedziemy do Milk Shake.? Co wy na to.?- powiedziałem w kierunku pięciu moich słuchaczy.
Hazza kazał nam się wynieść z domu bo chciał coś romantycznego zrobić dla Caroline, więc ja Liam, oraz Zayn i Lou ze swoimi dziewczynami pojechaliśmy do miejsca które ja zaproponowałem.
Zajęliśmy miejsca pod oknem które wybrały dziewczyny.
-ja z Niallem pójdę zamówić.-powiedział Liam a ja zabrałem od reszty kartkę na której było napisane co chcą.
Gdy doszliśmy do lady w drugim rogu pomieszczenia dojrzałem dziewczynę. Ciemna blondynka średniego wzrostu o niebieskich oczach spoglądała czasami w naszą stronę a ja nie wiedziałem jak się zachować.
Nigdy nie miałem bliższego kontaktu z dziewczynami i zazwyczaj ich unikałem, bo gdy przed rokiem zostałem zraniony teraz miałem do nich uraz.
Spoglądając na blondynkę która siedziała samotnie w koncie zostałem szturchnięty w łokieć.
-cooo.?
-czyżby dziewczyna na horyzoncie-spytał specyficznym głosem Liam.
-nie nie wiem jaka jest…
Doszliśmy do stolika trzymając napoje w rękach a ja zapatrzony w drugą stronę miejsca w którym byliśmy.
-Niall uhu-pomachała mi przed oczami Daga a Domi zabrała ode mnie napoje.
-coo cooo.-spytałem nieprzytomny.
-idź do niej-powiedziała Domi-przecież widzę jak na nią patrzysz.
-na pewno mam iść.?? Brakuje mi odwagi.
-idź-Daga wstała i dała mi kopniaka w tyłek.
Nabrałem tchu i postanowiłem podejść do dziewczyny.
Ale co mówić.? Jak się zachować.? A jak mnie rozpozna i zacznie piszczeć.? Ale nie ona jest chyba inna… Postanowiłem wziąć przykład z Zayna.
Podszedłem do stolika i wyciągnąłem z siebie pierwsze słowo
-heeeej, można się dosiąść.?
-jasne- pokazała miejsce naprzeciwko niej.-jestem Kasia- podała mi rękę
-ja Niall.- odwdzięczyłem jej uścisk.- co ty tu robisz.??
Głupek-pomyślałem, jak mogłem zadać jej tak banalne pytanie.
-yyy no nie wiem siedzę i piję, czytając książkę..
-o też lubię czytać.
Rozmowa ciągnęła się przez kilkanaście minut. Efektem niej było to, że w sobotę idę z nią na spacer.
x. Liam .x
-no nareszcie-powiedziała Daga w stronę Nialla który przyszedł i usiadł koło mnie.
-i co.?
-no w sobotę idę z nią na spacer…
-zajebiście-powiedział Zayn do kumpla.
Niall cały w skowronkach oglądał się do tyłu do dziewczyny którą nam przedstawił jako Kasia. A ona się tylko śmiała, próbując skupić się na książce którą czytała.
Ja siedziałem bez celu i wpatrując się w okno i rozmyślając.
Obok mnie dochodziły jakieś szepty. Lou i Domi zmienili nagle atmosferę całego stolika.
-co jest- spytałem zdziwiony.
A Domi ze sztucznym uśmiechem na twarzy odparła
-nic, ale raczę ci nie patrzeć na lewooo.
Chciałem nie patrzeć, ale pokusa okazała się silniejsza. Na lewo weszła rudowłosa dziewczyna, która usiadła tyłem do nas. Od razu rozpoznałem te rude loki, łza zakręciła mi się w oku.
-idę do niej- powiedziałem przyjaciołom którzy siedzieli ze mną przy stoliku.
-nie!-powiedziała Domi próbując mnie powstrzymać, lecz to nic nie dało.
Podszedłem do dziewczyny, którąś kiedyś mogłem nazwać moją dziewczyną
-hej-powiedziałem smutnym głosem.- co ty tu robisz.?
-siedzę, mając nadzieję, ze cię tutaj nie spotkam.
-słucham.?-myślałem, ze się przesłyszałam.
Rozmowa trwała jeszcze kilka minut… Była ewidentnie widać, ze nic z tego dalej nie będzie z resztą nie wiem czy sam chciałem…
-wyjeżdżam.
-co.?-nie wierzyłem w jej słowa.-dlaczego
-bo nie będę cię dalej ranić… mam ciebie już dosyć. Zniknę z twojego życia raz na zawsze.
Wyszła.
A ja miałem wrażenie jak by cały świat zawalił mi się do góry nogami.
To nie możliwe.
Wróciłem do stolika i zostałem zasypany masą pytań.
x. Merry .x
                Musiałam mu tak powiedzieć. Nawet jeżeli to nie było prawdą, bo nie było. To musiałam tak powiedzieć. Nie mogłam go dalej ranić nawet po rozmowie z Caroline, która mi powiedziała żebym go zostawiła w spokoju miała mnie dość. Nikt mnie tam nienawidził, nawet teraz Liam.
Wyszłam z Milk’a.
Spakować się i za 2 godziny samolot do Dublina.
** 2,5 godziny później **
Dojechałam do domu. Miło było znów zobaczyć te małe uliczki na mojej dzielnicy. Pierwszy widok jaki ujrzałam po dojściu do domu to Tom, mój były chłopak. I nagle odrodziło się we mnie uczucie sprzed lat.. szkoła podstawowa.. co to było.
Lecz w głowie ciągle Liam … i myśli samobójcze.
Nie mogłam o nim myśleć, nie kochałam gooo. Mimo, ze tak go oszukałam i okłamałam to musiałam. Doszłam do domu i zanurzyłam się w objęciach Toma a w głowie pustka. Miałam dość. Znikam z jego życia i z mojego chyba też…

no to kolejny rozdzial za nami. Jest nas coraz więcej dzięki wam wielkie ;D. pomysł mi w polowie dała moja kochana Kasia <3. kocham cię ;* jak widać, będziemy mieć nową bohaterkę,, czekajcie na więcej ;d

niedziela, 19 lutego 2012


Rozdział 15.
- No to zacznie się kazanie- powiedziała Domi przerażonym głosem.
- nie martw się musi być dobrze…- próbowałam ją uspokoić.
Usiadłyśmy na kanapie w dużym pokoju i spodziewałyśmy się najgorszego. Lou stanął za kanapą a Hazza usiadł na stoliku, który stał naprzeciwko kanapy.
-co wyście narozrabiały…??-spytał Hazza a Lou chodził od punktu do punktu patrząc w podłogę.
-no bo was nie było…
-to moja wina-przerwałam Domi… wiem, że ona nie lubi kłótni i uczy się na błędach, więc zaryzykowałam.- tak to moja wina, to ja chciałam..
-ale siedzimy w tym razem-zabrała mi głos Domi.
-dobra przestańcie się kłócić-powiedział Harry
- a ty do jasnej cholery skończ już tak łazić, bo mnie do wkurza-krzyknęła do Lou Domi na ostatkach cierpliwości.
Stanął. Zdziwiło go to, że Domi jest taka dla niego. Nigdy jej takiej nie znał.
-Myśmy nic takiego nie zrobiły a macie do nas pretensje. Zabawiłyśmy po prostu bo was nie było. Możemy robić co chcemy nasze życie. Więc nawet jak coś to ani ja ani Carolina nie mamy was za co przepraszać, skończyłam –powiedziała wkurzonym głosem i wyszła z pokoju a Lou za nią.
-ty też tak uważasz.?-zapytał Harry.
Dobrze wiedziałam co miał na myśli.? Ale skąd się dowiedział.? Skąd wiedział, że podrywałam tamtego kolesia. Ja nawet nie wiem kim on jest. Nic nie pamiętam… chciałam mu powiedzieć, ale nie wiem jak by to przyjął.
-ja na prawdee-jąkałam się.
Usiadł obok mnie i patrzył na mnie groźnym wzrokiem.
-dlaczego to zrobiłaś.? Źle ci ze mną.
-kurde Harry-mówiłam już z zdenerwowaniem-ja nic nie zrobiłam, nie całowałam się z nim ani co gorsza nie przespałam się z nim…
-cooo.?-spytał
-tak . dobrze mówię, nie masz mi mieć co za złe bo nic wielkiego nie zrobiłam, zresztą gdyby nie Domi to bym o niczym nie wiedziała. Nic nie pamiętam, bo byłam za bardzo pijana
-ale o czym ty mi w ogóle mówisz….
- a ty o czym.?-nie wierzyłam, że się wygadałam…
-noo o tym, że się upiłaś… - nie wierzył w to co usłyszał- ale cos ty zrobiła.??
-no Harry to nic wielkiego…
Wyszedł z pokoju.. Wiedziałam, ze go to bardzo bolało. Ja poszłam do siebie i położyłam się na łóżku zaczęłam płakać.
Przyszła do mnie Domi i siedziała ze mną. Potrzebowałam teraz tego…
-zgoda.?-spytałam. Miałam na myśli ją i Lou.
-tak.. a u was.?
-nie wiem, wyszedł nic nie powiedział- rozpłakałam się.- wiesz co zostaw mnie samą.
x.Domi.x
Wiem źle zrobiła, ale to nie powód by tak się zachowywać chodziło mi o Harr’ego. W sumie potrzebował czasu by to przemyśleć, ale chciałam z nim pogadać. Carolina by tego nie chciała, ale musiałam wziąć sprawę w swoje ręce bo nie chciałam najgorszego.
Szukałam Hazzy wszędzie, ale go nigdzie nie wyszło. Pomyślałam, że będzie za lasem nad jeziorkiem. To jego ulubione miejsce do przemyśleń. Nie myliłam się. Za kupą krzaków, siedział Harry, który patrzył na wodę bez celu. Dosiadłam się.
- co jest.?
Cisza. Nie odzywał się.
- to koniec-spytałam.
-cooo.? Mówiła ci coś.? Że chce.?-przeraził się
-nie.. nie, ale ona myśli, ze ty chcesz.
-nie, po prostu chciałem to przemyśleć, wiem, ze nie zrobiła tego specjalnie,ale…. dobra lecę ratować to co się psuje- pocałował mnie w policzek i poleciał do domu.
                Wróciłam do pokoju gdzie czekał na mnie Lou na łóżku. Ewidentnie chciał porozmawiać.
-no siadaj-powiedział- głodna.?
-nie przekąsiłam jak byłam na dole w kuchni, chciałeś o czymś pogadać.?
-nie po prostu chciałem miło spędzić wieczór w towarzystwie mojej dziewczyny…
Całą resztę tego wieczoru spędziłam w miłym towarzystwie, mając nadzieję, że ten czas będzie trwał jak najdłużej…

x. Harry .x
Trochę czasu mi zajęło zanim wróciłem do domu. Miałem plan jak walczyć o nią, chodź dobrze wiedziałem, ze to ona zawaliła.
Wiedziałem, że znajdę ją w jej pokoju. Leżała na łóżku i płakała.
Podniosła głowę jak tylko mnie zobaczyła i nie chciała wierzyć oczom.
-Harry ja cię przepraszam-wydukała
-nie mów tylko chodź.
Pociągnąłem ją za sobą.
-gdzie idziemy.?-spytała
-zobaczysz.
Przez całą drogę milaczeliśmy a ona patrzyła tylko w ziemię nic nie mówiąc. Zaprowadziłem ją do kącika, który sam dla niej przygotowałem.
Plaża, może, skały. Miałem nadzieję, że jej się podoba.
-alee.
-nic nie mów-zatkałem je usta ręką. Po prostu bądź.
``` 2 godziny później```
Wszystko dobrze. Jest bardzo dobrze. Zaczęliśmy się namiętnie całować.
Doszliśmy do domu i położyliśmy się na łóżko.
-chcesz tego-zapytałem.
-tak-całowała mnie bardziej.
Rzuciliśmy się na łóżko całując się coraz bardziej. W między czasie ściągaliśmy z siebie ubrania.
Dalej było tylko romantyczniej.

może i krótki, ale nie miałam weny ;D. dzięki za tyle odwiedzin ;p. i prosze o komentarze, jakieś pomysły na dalej.?;P pisać <3


wtorek, 14 lutego 2012


Rozdział 14.
                Siedząc po turecku na krześle w kuchni zajadając płatki śniadaniowe miałam bezpośredni widok na duży telewizor, który znajdował się w salonie. Pakując kolejną łyżkę do buzi w telewizorze odezwał się facet z ważnym komunikatem
„ Dzisiaj około godziny 10 nad ranem pomiędzy ulicami 21 a 22 doszło do strzelaniny. Nie wiadomo czy są jakieś ofiary, lecz jest 5 osób rannych. Strzelanina miała miejsce w barze mlecznym. Więcej informacji przekażemy państwu jak będziemy coś wiedzieć.”
Matko kochana.-pomyślałam. Zakrztusiłam się płatkami. Kilka minut trwało zanim się ,,odetkalam” z zakrztuszonych płatków. Pierwsze co to szybko pobiegłam na górę poszukać telefonu aby zadzwonić do moich rodziców. Po drodze omijając co drugi schodek potykałam się z zdenerwowania. Wparowałam do pokoju w pośpiechu szukając telefonu w ciuchach które były rozrzucone po całym pokoju. Po 3 minutach znalazłam telefon który leżał w kredensie i zaczął dzwonić.
-hallo-spytałam nie patrząc na wyświetlacz kto dzwoni
-Cześć skarbie, jak tam.?
-Harry ja do ciebie oddzwonię za kilka minut-rozłączyłam.
W pośpiechu wykręciłam numer do moich rodziców, dokładnie do mamy. Wpisując pomyliłam się kilka razy. Ręce strasznie się mi się trzęsły. Pomiędzy ulicami 21 a 22 mieszkali moi rodzice. Bałam się najgorszego.
Dzwoniłam 4 razy za żadnym razem nikt nie odebrał, bałam się coraz bardziej. Postanowiłam do nich pojechać. Harry dzwonił do mnie po kilka razy a ja nie odebrałam bo nie potrafiłam teraz z nim rozmawiać, po prostu nie byłam w stanie. Jadąc taksówką wszędzie widziałam policje, karetki.
-mamo, tato -spytałam na jednym wdechu wbiegając do mieszkania tak szybko, że omal się nie przewróciłam
-tak kochanie.??-usłyszałam głos mamy, która podeszła do mnie z dużego pokoju.-co się dzieje.??
W pośpiechu ja przytuliłam nie wiele myśląc- tak dobrze, ze nic ci nie jest. Tak się bałam.
-ale czemu by mi się coś miało stać
-bbo bbo-próbowałam opanować zdenerwowany głos- była ta strzelanina i się tak bałam, a ty jeszcze nie odbierałaś telefonu
-kochanie możesz być spokojna wszystko jest dobrze-przytuliła mnie do siebie i pogłaskała po głowie i powiedziała, że mnie kocha swoim matczynym głosem.
***

- hej kochanie przepraszam- zadzwoniłam do Harr’ego będąc już w domu na spokojnie. Tu wyjaśniłam mu wszystko.
-to dobrze bardzo się martwiłem.-powiedział swoim opiekuńczym głosem.
Rozmawialiśmy jeszcze kilkanaście minut. Był wtorek 15:30. Do pokoju weszła Domi
-hej, ej wiesz, ze za 30 minut przychodzi Merry.?
Szlak by to-pomyślałam i pobiegłam na górę się przebrać.
Dzwonek do drzwi, zleciałam na dół. Próbowałam opanować zdenerwowanie które we mnie tkwiło i to, że na głowie miałam tyle problemów. Chłopaków jeszcze nie było i wracają dopiero w sobotę.
-hej.- powiedziała Merry głosem beztroskim. Widać było po niej, że bardzo żałuje-mogę?
-tak tak..-otworzyłam jej drzwi.
Usiadłyśmy w salonie przez kilka minut w ciszy. Byłysmy samie nie chciała by Domi była przy tej rozmowie, nie odezwała się więc ja musiałam zrobić pierwszy krok.
-dlaczego to zrobiłaś-zapytałam się jej wpatrując się w okno.-wiesz jak Liam cierpi.??
-zakochałam się-patrzyła cały czas w podłogę.
Opowiedziała mi całą historię. Powiedziała mi, że się zakochała, to była ślepa miłość, nie wiedziała co robi. Teraz Jackson-bo tak się nazywał ten chłopak-ją zostawił
-zaraz zaraz, czekaj to nie jest ten z 3 klasy.?-spytałam
-tak ten-odpowiedziała z głową spuszczoną w dół.
-on.?-chciało mi się śmiać- dla niego zostawiłaś Liama.?? Przecież dobrze wiesz , że to podrywacz… wiesz jaki on jest-wykrzyczałam jej to.
-no tak może i tak, ale dobrze sama wiesz, że miłość jest ślepa i głucha-odparła
-i co teraz chcesz zrobić.?
-chcę wrócić do Liama.
Cooo.? Ona sobie chyba żartuje najpierw do zostawiła jak nie wiadomo kogo nie dawała znaku życia, a teraz po prostu chce wrócić
-Aha-powiedziałam jej, musiałam być z nią szczera- nie wiem jak Liam, musisz z nim pogadać, ale wątpię aby ci przebaczył bo dobrze wiesz jaki on jest uczuciowy- tu przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech, ale jeżeli chodzi o mnie to wiedz, ze ci już nie zaufam.
Po tych słowach wstała i się pożegnała, do czego dodała, ze dziękuje mi za szczerość, ale ona się tak łatwo nie podda.
***
-to co kino, łyżwy kawiarnia-zapytała Domi- jesteśmy w cenrum miasta więc decyduj.
-hmm-pomyślałam-chodź do kawiarni.
-mam ochotę na jakiejś %-zaśmiała się
-no okej, dla ciebie zrobię wyjątek.
Weszłyśmy do kawiarni. Byłam tam pierwszy raz więc nie widziałam jak tam jest . Stało tam bardzo dużo stolików, jeden był zajęty przez kilku chłopaków, którzy bardzo głośno krzyczeli bo oglądali mecz.
-zajmujemy tamten stolik- pokazałam palcem na miejsce pod oknem.- to co ty czy ja idziesz zamówić.
-ja pójdę-Domi poszła i zamówiła.
Po kilku minutach przyszedł kelner z dwoma drinkami. Z Domi nie widziałyśmy końca piłyśmy i piłyśmy. Byłyśmy w końcu przy końcówce, bo czułam, że więcej nie mogę.
-Domi zostaw to-zabrałam jej butelkę-starczy na dzisiaj.
***
-Boże gdzie ja jestem-spytałam-ała moja głowa.
Rozejrzałam się po okolicy. Byłam w bardzo dziwnym miejscu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu 14 nieodebranych połączeń od Harr’ego. Jezu co się dzieje i gdzie ja jestem.
Godzina: 11.06
Pomieszczenie było ciemne z jednym oknem i stolikiem. Naprzeciwko mnie siedziała Domi już wstała
-gdzie my jesteśmy.?-zapytałam
-na izbie wytrzeźwień moja miła-powiedziała Domi która była w nie lepszym stanie niż ja.
-cooo.?
-tak to-powiedziala ostrym tonem- a najgorsze jest to, że nie odbierałyśmy od chłopaków oni nie odbierają od nas, pewnie się teraz martwią a na dokładkę za drzwiami stoją twoi rodzice
-o matko kochana, kłopoty nadciągają.
-no, a co będzie jak zadzwonią do moich .??
-nie nie zadzwonią obiecuje ci to-przytuliłam przyjaciółkę- a pamiętasz co kolwiek z wczoraj.?
-tak tyle, że podrywałaś jakiegoś chłopaka i masz od niego numer telefonu, tyle wiem, nie źle musiałyśmy być zlane.
Po wyjścu czekali na mnie moi rodzice i policjant
-i co młoda damo.?-spytał tata
-eeee nic po prostu jestem dorosła-próbowałam go udobruchać.
-porozmawiamy w domu. A one proszę pana- skierował się do policjanta- spowodowały coś.?
-nie na szczęście nie, ale proszę je zabrać do domu.
I z Domi wyszłyśmy z izby jadąc do domu w aucie moich rodziów, najgorsze co mogło być.
***2 godziny później***
-dobra udajmy, że się nic nie stało… zapominamy, i nie dzwonimy do rodzicow Domi, ale jeżeli jeszcze raz nam cos takiego wykręcicie, tooo.
-nie musisz kończyć- przykryłam mu usta ręką. Dzięki-obie z przyjaciółką się na niego powiesiłyśmy.
-poszli w końcu-zamknęłam drzwi.-i co teraz.??
-chłopcy są wkurzeni.
- i o wszystkim wiemy, Carolino..-powiedział Harry z Lou wychodząc z zza rogu kuchni patrząc złowrogim wzrokiem .

okej jest kolejny rozdział :P dzieki za tyle odpowiedzi w ankiecie ;PP kocham was <3. mam pomysł na dalej ;PPP okej zostawiajcie kometarze miło mi dziekuje ;**

sobota, 11 lutego 2012


Rozdział 13
To była okropna noc. W ogóle nie umiałam spać. Przebudziłam się około godziny 2 nad ranem. Schodząc po schodach usłyszałam czyjeś głosy dobiegające z kuchni. Doszłam do pomieszczenia idąc bardzo cihco, aby osoba, która tam była mnie nie usłyszała. Przy lodówce stało Lou szukający czegoś.
-hahahhahahaha, czego ty szukasz- spytałam
-a no bo zgłodniałem a chciałem coś zjeść marchewką a tu nic nie ma – odparł.
-w piwnicy- zaśmiałam się pokazująć palcem wskazującym na schody które prowadziły na dół
Pod jego nieobecność wstawiłam wodę na herbatę, gdy wrócił sam nawiązał rozmowę.
-ej nie wiem co się dzieje z Merry a może ty coś wiesz- spytał- bardzo się martwię o Liama bo przez nią cierpi.
- yyyyy nie.-skłamałam. Nie chciałam mu mówic prawdy a na pewno nie teraz puki z nia nie porozmawiałam- a wy kiedy jedziecie?-próbowałam zmienić temat.??
-nooo jutro rano. Musimy was zostawić-śmiał się jedząc marchewkę
-tak tak… a no to mamy jedną parę więcej-miałam na myśli Dagę i Zayna.
-taaa. Zayn cieszy się jak głupi jest cholernie szczęśliwy- cieszył się szczęściem przyjaciela
-dobra ja mykam do siebie śpij dobrze- poklepałam go po plecach
***
- no to dzisiaj wszyscy idziemy na basen- powiedział Liam
Wywnioskowując po minie każdego nikomu się nie chciało, ale aby mu się nie zrobiło przykro każdy bez gadania zaczął się pakować. Pierwszy dzień grudnia dzisiaj zawitał do najweselszej dzielnicy Londynu. Przed wyjściem jak jeszcze nikt nie był gotowy posiedziałam chwile na komputerze. Dla zbicia czasu z dziewczynami grałyśmy w piłkarzyki. Po kilkunastu minutach wpakowane do scamochadu jechałyśmy na basen.
-no to każdy idzie się przebrać i spotykamy się pod prysznicem-powiedział Lou akcentując każdy wyraz w stronę Domi na końcu się wyrogalił.
-no to każdy idzie osobno- powiedział Harry- a my- pociągnął mnie za rękę- idziemy razem mała
-gdzie.? No bo chyba nie na zjeżdżalnię- wyśmiałam go
- a no to niby dlaczego nie.?
-bo dobrze wiesz, że się boję
-nie m mowy- zabrał mnie za rękę i kazał iśc po chodach.
Po kilku minutach posadzil mnie przed siebie siadając za mną i ruszyliśmy ruszając bardzo szybko. Moje krzyki nic tutaj nie pomogły bo go to tylko doładowywało do szybszego zjeżdżania. Na samym dole był basen do którego wpadliśmy. Po odkrztuszeniu wody którą połknęłam zaczęłam się śmiać
-co si jest- zapytał mnie pytająco
-hahaha-próbowałam powstrzymać śmiech- po prostu nie miałam pojęcia, że pod wpływem wody twoje słitaśny loczki się prostują- cały czas się smiałam
- a no fakt, ale tobie też twoja czupryna oddaliła się w tył głowy- pogłaskał mnie po mokrych włosach.-no to gramy w berka- pochlapał mnie wodą wskakując do niej uciekając przede mną.
Cała zabawa trwała jeszcze około kilku godzin. Potem pojechaliśmy do domy wieczór spędzając razem. Muzyka, tańce, jedzenie. W końcu jutro chłopacki jadą na tydzień. Po chwili usłyszałam dzwonek telefonu. Wyjęłam komórkę z kieszeni spodni i na wyświetlaczu pojawiło się imię dawnej koleżanki ,, Merry”
-hej, możesz się spotkać-spytała
-i ty tak to spokojnie mówisz- próbowałam opanować mój złowrogi ton- dobrze przyjdź we wtorek do nas
-a chłopcy.? W sensie Liam.?
-nie. Oni jadą. Cześć- rozłączyłam się jaki ona miała tupet dzwonić-rozmyslalam.
No ale przecież w końcu sama chciałam zadzwonić do niej w przyszłym tygodniu. Moja głowa była cała nabuzowana myślami o niej.
Wróciłam na dół wkurzona, Hazza od razu wyczuł moje zdenerwowanie. Opowiedziałam mu kto dzwonił, a on odparł, abym się tym nie przejmowała, bo jestem bardzo dziela. Cały wieczór spędziłyśmy w bardzo miłym gronie.
-ale poczekaj mam coś dla ciebie-poszedł na górę i przyniósł duże pudełko- masz i otwórz
- aleee-zatkało mnie. otworzyłam ogromne pudło a w nim piekna sukienka. Była koloru ślicznego nieba. – boże kochany piękne to cudo.
Kontem oka zobaczyłam, że Domi i Daga dostały podobne prezenty.
-z jakiej to okazji? Przecież święta za 3 tygodnie- spytała Daga
Jej chłopak wstał. Stanął na stole i oglosil nam wszystkim:
- za tydzień w Liverpool’u mamy koncert i musicie z nami iść na scenę- puścił oko do Dagi
-cooo?-spytałam
-no normalnie- dostałam szybką odpowiedź
-super-powiedziała Domi rzucając się na szyję Lou a ja z otwartą buzią siedziałam na ziemi z sukienką w ręku.

no to mamy 13 rozdział, już mam pomysły na kolejne ;D. dzięki was za wszystko, i mam nadzieję, że bierzecie udział w dzisiejszej akcji ; p mamy duzo wyswietleń a obok jest ankieta jak chcesz to rozwiaż jak masz jakieś pomysły to pisz możliwe że wykorzystam dzieki ;D
aha zmieniłam nazwę na tt z @Karola1DPol
na @Karolaxxx1 
papap ;dd

środa, 8 lutego 2012


Rozdział 12.
                Siedząc w salonie z Domi oglądałyśmy film i rozmyślałyśmy nad dzisiejszą imprezą.
-ej mam pomysł-powiedziała Domi- w końcu dzisiaj ostatni dzień listopada, a wiesz co to oznacza?- zadała mi pytanie retoryczne- pewnie, że wiesz-parsknęła śmiechem- ANDRZEJKI
-zróbmy chłopakom taką polską imprezę andrzejkową, będzie Daga ona też jest polką fajnie się zlewa oni . tego nie znają-zaśmiałyśmy się.
Była godzina 8 rano wszyscy spali. Z przyjaciółką zmieniłyśmy temat na Merry. Końcowym wnioskiem tego było, że za tydzień jak chłopaków nie będzie zapraszamy ja tutaj i musimy z nią porozmawiać o Liam’ie. Gdy wstał pierwszy poranny ptaszek, którym był Zayn od razu powiedziałyśmy, ze jak wstanie reszta idą na zakupy, by kupić potrzebne, rzeczy na imprezę.
-coo?-krzyknął Harry z oburzeniem widząc listę zakupów- co za idiota to układał??
-yyy ja-powiedziałam ze zdenerwowaniem
-a to zmienia postać rzeczy skarbie-przytulił mnie- przepraszam, że tak się oburzyłem, ale połowy z tych rzeczy nigdy na oczy nie widziałem
-no ale-wtrąciła Domi-masz przy sobie 4 wspaniałych chłopaków -tutaj pocałowała Lou i wygoniła ich na zakupy- ale macie nie wracać wcześniej niż o 15.
-cooo?-wykrztusił Niall- przecież jest 10.
-no to mówię nie? Dacie sobie radę
***
                Z Domi zaczęłyśmy przygotowywania, ale stwierdziłyśmy, że brakuje nam jeszcze jednych par rąk.
-ej do kogo dzwonimy-zapytalam się Domi
-masz numer do tej Dagi od Zayn’a.??-odparła
-nie, ale powinien być w jego pokoju gdzieś zapisany. Pójdę poszukać a ty tu zostań, to mi zajmie chwilę.
Wchodząc po schodach mijałam kolejno zdjęcia rodzin chłopaków przy każdym stawając i zostawiając im chwilę moich przemyśleń. W końcu doszłam do pokoju Zayn’a nie chcąc grzebać mu w rzeczach zdałam się na los, mając nadzieję, ze karka z numerem będzie gdzieś na wierzchu. Nie myliłam się.
-Bingo-powiedziałam sama do siebie.
Na jego biurku, który stał kilka kroków od wejścia do jego pokoju leżał zeszyt z wielkim napisem ,, Daga”. Nie chciała tam zaglądać, lecz miałam ogromne szczęście, bo gdy tylko chwyciłam za zeszyt wypadła kartka z numerem telefonu. Zabrałam skrawek papieru z sobą i zeszłam na dół do Domi.
-Wow, ej no wiedziałam, że lubisz dopasowywać do siebie rzeczy, ale to to już przesada. Super wyglądają te dekoracje- przytuliłam przyjaciółkę- mam- krzyknęłam pokazując jej karteczkę- ty dzwonisz
-co? Dlaczego ja?
-bo tak.
Wzięła kartkę do ręki i wystukała numer na klawiaturze telefonu.
-może my nie powinnyśmy-zawahała się-dzwonię!
Chwilę musiałyśmy czekać zanim odebrała, ale w końcu podniosła telefon.
-Hallo.?-powiedziała dziewczyna do słuchawki telefonu
-rozmawiam z Dagą?
-tak a kto mowi?
-yyyy. Domi ty mnie nie znasz bo to głupia sytuacja, ale wiem, że przychodzisz dzisiaj do Zayna na imprezę ja i moja przyjaciółka tez tu będziemy i tak pomyślałyśmy sobie…
-żee?-spytała.
-no żebyś przyszła pomogła, chciałyśmy cię poznać-powiedziała z niepewnością Domi
-jasne-powiedziała- daj mi adres i będę za 30 minut,
Po 30 minut blondynka była już na miejscu. Akurat na zegarku wybiła 12. Próbowałyśmy z nią nawiązać kontakt, przyszło nam to z łatwością bo dziewczyna była bardzo otwarta na znajomości.
***
                Punkt 16. Wszystko przygotowane. Wszystko lśniło na błysk.
-pokażemy im co to impreza Andrzejkowa- powiedziała Daga przybijając piątkę mi i Domi.
Gdy powoli zaczęła impreza się rozkręcać pokazałyśmy chłopakom jedną z najważniejszych wróżb którą chciałyśmy aby ją zrobili. Wróżba polegała na przebiciu kartki papieru igłą. Na drugiej stronie było napisane imię dziewczyny która była ci pisana na całe życie.
- To co kto pierwszy-powiedziała Domi trzymając w jednej ręce serce z imionami a w drugiej igłę.
Na pierwszy ogień poszedł Harry.
-to ja zacznę- wziął od Domi igłę i wybrał miejsce do przekucia w górnej krawędzi serca.
-ja pierdziu-powiedziała Domi-Karolina to polski odpowiednik Caroline, hahha ale masz wyczucie.
-bardzo dokładne- powiedział i przytulił mnie.
W tym momencie popatrzyłam na Zayna. Siedział obok Dagi czule ją obejmując. Ja siedziałam obok Harr’ego ciesząc się szczęściem nowej pary.
-Lou teraz ty-wykrzyczała Domi. Chłopak podszedł i przebił-hmm. To bardzo dziwne
-co? co wyszło?-zdenerwował się Lou
-wyszło imię Dominika-powiedziała przyjaciółka ciągle się zastanawiając
-a Dominika to nie Domi.?-powiedział z niepewnym głosem Lou
-pewnie, ze tak- powiedziała Domi przytulając swojego chłopaka i oddała serce Dadzę.
Dziewczyna niepewnie wzięła kartkę i igłę.
-to teraz ja wyrwał się Niall-przekuł
-Hm Kasia-odparła Daga uśmiechając się- znasz jakąś taką?-spytała
-eeee nie.-odpowiedział Niall.
Chłopak cały czas siedział niepewnie zastanawiając się nad imieniem dziewczyny, której mu wyszło. Na kolejny ogień poszedł Liam.
-tobie wyszło-zastanawiała się Dagmara-Paula. Liam podszedł do Niall’a:
-nie jesteś stary sam-poklepał go po plecach pocieszając go.
-no w końcu ty-Daga uśmiechnęła się do Zayna, którego mogła nazwać swoim chłopakiem. Chłopak przebił serce.-Dagmara!! Wyszło ci Dagmara-cieszyła się jak głupia i przytulała go. przez cały wieczór w ogóle nie chciała go zostawiać.
Po jednej z najważniejszych wróżb nie chcieliśmy już znać swojej przyszłości. Liam i Niall poszli grać w piłkarzyki. Domi i Lou zniknęli gdzieś na górze. Parkiet w salonie należał dzisiaj do Dagi i Zayna.
-a my co robimy?-spytałam Harr’ego.
-pokażę ci coś.
Kazał mi się bardzo ciepło ubrać, ponieważ na dworze było zimno. Szliśmy w kierunku lasu. Przeszliśmy przez niego. Kilka set kroków za lasem mieścił się strumyk. Szlam cały czas mając zasłonięte oczy przez Hazzę. Stalismy bez ruchu.
-ej co jest mogę wiedzieć-powiedziałam do Harr’ego
-nie nic zamyśliłem się-ściągnął ręce z mych oczu.- i jak podoba się??-zapytał
-tu jest ślicznie-odparłam, ale dlaczego mnie tu przyprowadziłeś
-bo gdy tu zamieszkaliśmy obiecałem Lou, ze to tu zaprowadzimy dziewczyny z którymi chcemy się zestarzeć i ….
-i co?-spytałam niedowierzając.
-yhmyhm- poprawił krawat, wyciągnął różę i powiedział- jesteś dziewczyną z która chcę iść przez życie, chcę mieć rodzinę i chcę być z tobą na zawsze. Kocham Cię-pocałował mnie a ja utonęłam w jego objęciach przez kolejne 20 minut.

dobiliśmy 12 rozdział ;P. przybyło mi duzo członków i odsłon dzięki ;*. widać, że duzo osób czyta a nie komentuje, ale to nie ważne chodź komentarze możecie zostawiać, mnie to bardzo cieszy ;PPP. wielkie dzięki, aha obok jest ankieta zagłosuj to dla mnie ważne ;P. i jak masz jakies pomysly co może dziać się dalej to pisz, obok jest podane moje gadu.:P Dzięki wam za wszystko ;D

poniedziałek, 6 lutego 2012


Rozdział 11.
Dzisiaj wyjątkowo stałam bardzo wcześnie. Gdy po raz pierwszy dzisiejszego dnia otworzyłam oczy na zegarku wybiła 7:30. Pomyślałam, że pewnie jeszcze dzisiaj wszyscy będą spać, więc po cichu zaczęłam się szykować. Chłopcy dzisiaj jechali do studia radiowego na wywiad a potem na podpisanie płyty. Czyli jednym słowem dzisiaj cały dzień ich nie będzie. Pomyślałam, ze zrobimy sobie dzisiaj małe zakupy z moją przyjaciółką. Byłam już gotowa więc zapukałam do pokoju Domi  mając nadzieję, ze nie śpi. Miałam racje. Dziewczyna siedziała na łóżku słuchając piosenek z ipoda. Usiadłam koło niej przedstawiając jej moją propozycję. Zgodziła się bez większych przemyśleń. Chciała ze mną porozmawiać, po prostu taki babski dzień. Po godzinie 12 chłopaków już nie było. Wyszłyśmy i od razu pojechałyśmy do Centrum Chandlowego.
-to co chcesz sobie kupić-zapytałam Domi.
-hm jakąś tunikę i bluzę-pomyślała-a no powiedz mi jak tam pomiędzy tobą i Harrym
-coraz lepiej-popatrzyłam na nią-bardzo jest mi z nim dobrze. A jak tam wczorajszy dzień z Lou.?
-a bardzo fajnie, dzięki, ze pozwoliłaś być nam wtedy razem…
-spoko, ale zayn nam się chyba zakochał…
-co??-nie chciała mi uwierzyć-dlaczego mi nic nie powiedziałaś-zapytała.
-no wczoraj jak byliśmy w herbaciarni to tam była taka Daga iiii. W piątek robimy imprezę na prośbę Zayn’a
-no to trzeba iść po jakieś ciuchy-powiedziała Domi z uśmiechem.
Po 2 godzinach miałyśmy po 4 torby z zakupami. Cały czas rozmawiałyśmy bo już bardzo długo nie spędzałyśmy dnia razem.
- w tym tygodniu impreza, niedzielny obiad u rodziców-ehh- a za tydzień chłopcy wyjeżdżają na tydzień więc spędzimy znowu cały dzień same-powiedziałam- a może-pomyślałam-kupimy im jakieś prezenty?? Co ty na to.?
-wiesz co w sumie to dobry pomysł
Domi chciała kupić Lou koszulkę z nadrukiem. Weszłyśmy do jego ulubionego sklepu chłopaka a przyjaciółka zaczęła wybierać. Ja poszłam na inny dział popatrzeć coś dla Hazzy. Przechodząc pomiędzy półkami z bluzami doznałam szoku.
-WTF-pomyślałam-Domi chodź tu szybko-zawołałam Domi szeptem, ale na tyle głosno, że tylko ona to usłyszała. Podeszła tutaj i omal nie zemdlała.
Dwa regały za nami stał chłopak bardzo dobrej postury niebieskooki blondyn idący za rękę ze swoją chyba dziewczyną która była nam bardzo dobrze znana.
-Merry- powiedziałyśmy obydwie z Domi na głos jednocześnie
***
Wróciłyśmy do domu. Przez całą drogę milczałyśmy. Jak ona mogła mu to zrobić, Dlaczego.? Według mnie i Domi Liam był najlepszym przyjacielem, był najbardziej uczuciowy i wszystko przeżywał najbardziej.
Po przyjściu zamknęłyśmy się w swoich pokojach i tylko czekałyśmy na chłopaków. Weszłam na komputer przeglądają kolejno wszystkie strony. Trzymając kubek z ciepłym kakao patrzyłam w drzwi które po kilku minutach się otworzyły. To był Harry. Gdy tylko wszedł do pokoju rzuciłam mu się na szyje i zaczęłam płakać, nie chciałam, ale łzy same mi się zaczęły wylewać na rękaw jego koszuli
-ej mała, co jest.?-zapytał trzymając mnie za tył głowy
-Merry-kolejna łza spłynęła mi po policzku. Harry wyjął chusteczkę i otarł moje łzy, wziął ręke i położył mi na brodzie w ten sposób, ze musiałam na niego patrzeć.
-co jest z nią.? Nie przyjedzie do nas, coś z jej ciocią.? No co jest-podniósł ton.
Opowiedziałam mu wszystko. Nie potrafił uwierzyć w to co mu opowiedziałam
-domi wie?-spytał
-tak-odpowiedziałam-byłam wtedy z nią. A no właśnie-podeszłam do łóżka gdzie miałam reklamówkę podałam mu ją-to dla ciebie, pomyślałam, że ci się przyda bo nie będzie cię tydzień.-uśmiechnęłam się do niego a on mnie cmoknął w czubek głowy.
-dzięki mała. Kocham cię-uśmiechnął się i przytulił a chwile później usiedliśmy na łóżku cały czas rozmawiając o Merry
-powiemy o tym Liamie-spytał z niepewnością
-nie. Najpierw ja z nią musze pogadać, w przyszłym tygodni was nie ma więc ją tutaj zaproszę
-ale bądź dzielna i delikatna..
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Zza uchylonych drzwi zobaczyłam blond czuprynę Niall’a
-jasna cholera-powiedziałam-ty masz guza na głowie-podeszłam do niego-poczekaj tutaj przyniosę ci lód-po chwili byłam w pokoju-przyłóż sobie, ej to z tego co wczoraj ci zrobiłam?
Pokiwał stanowczo głową.
-sory ja nie chciałam jaaa.-przerwał mi zatykając buzię jedną ręką
-spoko rozumiem-powiedział trzymając lód przy czole-ale jestem tutaj z innego powodu.-zaśmiał się- podsłuchałem jak Zayn umawia się na randkę…
-z Dagą??-spytał Hazza
-yhm..-powiedział Niall- i tak pomyślałem, żebyś do niego poszła z nim pogadała-popatrzył na mnie
-ja po co?? Jest dużym chłopcem da sobie rade-poklepałam go plecach z uśmiechem na twarzy-a ty?
-co ja??-spytał kompletnie nie kontaktując
-czy masz kogoś na oku bo tylko ty chyba zostałeś sam-powiedział za mnie Harry przytulając mnie.
-nie-powiedział- jeszcze…
x. Zayn .x
-to co o 19 pod kawiarnią?-usłyszałem w słuchawce telefonu
-okej to ja będę czekać.
Byłem szczęśliwy. Wiem, ze ma do nas przyjść w piątek na imprezę, ale nie wytrzymałem. Musiałem ją zobaczyć. Spojrzałem na zegarek ścienny który właśnie wybił 17:30. Cholera-pomyślałem. Mam 1,5 godziny a nic nie zrobione. Zawołałem do siebie Domi aby mi pomogła się przygotować. Jeszcze nigdy przed żadną dziewczyną się tak nie stresowałem jak przed Daga.
-no to co zaczynamy-powiedziała Domi z uśmiechem.
Wiedziałem, że ma dobry gust co do ubioru i takich innych dupereli.
Po godzinie byłem gotowy. Spojrzałem w lustro wyglądałem dobrze. Pocałowałem Domi po przyjacielsku i podziękowałem. Zostało mi 30 minut, pomyślałem, żeby pojechać do kwiaciarni po coś by zrobić na Dadze wrażenie. Była 18:50 i czekałem pod kawiarnią gdzie się umówiliśmy. Punkt 7 wieczorem blondynka o brązowych oczach która mnie w herbaciarni oczarowała swoim wdziękiem była ubrana w niebieską sukienkę i czarną torebkę. Włosy miała upięte w luźny kok.
-heeej-wydukałem-proszę to dla ciebie-podałem jej różę.
-dzieki- powiedziała z uśmiechem- to co idziemy.?-spytała
Poszliśmy do kawiarni gdzie rozmawialiśmy o niej i o mnie. Dowiedziałem się mnóstwo rzeczy ciekawych o niej. Na koniec spotkania pożegnaliśmy się.
-wiesz co a może odwiozę cię do domu-zaproponowałem.
-dobrze-usmiechnęła się.
-masz bardzo ładny uśmiech-próbowałem jej powiedzieć miły komplement.
Jechaliśmy cały czas rozmawiając o nas. Gdy dojechaliśmy do jej domu stało się cos bardzo miłego.
-chciałbym jakoś umilić ten wieczór-popatrzyłem w jej brązowe oczy
-myślisz, ze ja nie.?-odparła z uśmiechem i pocałowała mnie.
Jej pocałunek był delikatny, ale namiętny. Po czym uśmiechnęła się i powiedziała:
-do piątku Zayn i-mi pomachała, a ja odjechałem do domu pełen marzeń.

jest 11 <3. wielkie dzieki ;d mam nadzieję, że wam sie podoba, obok macie ankietnę i licznik ile jest odwiedzin. ; p zostawiajcie komentarze, to mnie motywuje do dalszej pracy ;D

niedziela, 5 lutego 2012


Rozdział 10.
Wstałam rano, jeszcze z zamkniętymi oczami sięgałam po telefon. Gdy przetarłam oczy i zobaczyłam która godzina obróciłam się na drugi bok, lecz ktoś szepnął mi do ucha:
-Cześć, jak się spało.?-zapytał bardzo dobrze znajomy mi głos.
-Hazza! Matko Kochana!!-podniosłam się- ale mnie przestraszyłeś,- zaczęłam dyszeć z przestraszenia- nigdy nie rób tak więcej.
-ale ty jesteś taka słodka jak się złościsz-powiedział ze swoim złośliwym uśmieszkiem.
-daj mi 20 minut i będę gotowa- cmoknęłam go i poszłam do łazienki z ciuchami pod pacha.
Po niecałych 20 minutach byłam ubrana, pomalowana i umyta a zarazem uczesana. Hazza dalej siedział na łóżku i się na mnie gapił. Podobało mi się to. Usiadłam koło niego i zaczęliśmy rozmawiać
-jak tam Liam-zapytałam patrząc się w jego oczy, a on bawiąc się moimi włosami odparł:
-dobrze, chociaż dalej go trzyma, trzeba czekać. nie pozostaje nam nic innego.. Ona nie wróci szybciej niż za 2 lub 3 tygodnie
-wiem, ale trzeba to jemu uświadomić-odparłam-a gdzie Domi i Lou-spytałam rozglądając się po pokoju.
-poszli na lodowisko chcieli być dzisiaj sami-powiedział-no właśnie a co my dzisiaj robimy-spytał nieśmiało.-lody? herbaciarnia? Cafeshop .? wymyślaj –uśmiechnął się
-ja jestem za bilardem a potem może herbaciarnia, ale idziemy sami czy zabieramy kogoś jeszcze
-wiesz tak myślałem o Liamie, nie chciałem by był sam…
-no to jak zabieramy go to tez zabieramy Niall’a i Zayn’a.- powiedzialam i się zastanowiłam-ej mam do ciebie pytanie .
-słucham-odparł.
-bo ty się z nimi bliżej trzymasz niż ja nie wiesz czasem czy oni kogoś nie mają, bo tak sami ciągle-zaśmiałam się.
-z czego się śmiejesz.??
-no bo każdy ma parę a oni tak razem, więc wiesz nie wiadomo kto co sobie może pomyśleć.-zaśmiał się a w jego oczach widziałam wszystko czego pragnęłam. Tak bardzo się cieszyłam, ze może być teraz przy mnie. Pocałował mnie i powiedział, że idzie na dół się zapytać czy idą z nami.
Ja zostałam w pokoju. Dawno nie byłam na kompie, wiec weszłam na tt, fejsa i nk. Hmmm na tt przybyło mi mnóstwo nowych wiadomości. Starałam się na wszystkie odpowiedzieć, ale zajęło mi to bardzo dużo czasu, oczywiście prawie wszystkie to Directionerki. Śmiałam się sama do siebie bo pamiętam jak ja taka byłam, pisałam do chłopaków a teraz… Ehhh. Szczerzyłam się do monitora. Odłożyłam komputer, wzięłam ciepły kubek z  herbatą i usiadłam na parapecie patrząc jak listopadowe liście spadają z drzew. Zadzwonił mój telefon, zobaczyłam na wyświetlaczu, ze to tata. odebrałam od razu.
-Heeeej Tato-powiedziałam z tęsknotą
-cześć kochanie, jak ci tam jest?
-no dobrze mam własny pokój, niczym się nie przejmuje a do szkoły uczęszczam regularnie-nie skłamałam, no może trochę. Do szkoły nie chodziłam, ale do chłopaków przychodził nauczyciel więc mieliśmy lekcje z nimi. Ja i Domi. Więc nie można powiedzieć by to było kłamstwo.-a u was jak.? Może odwiedzę was w niedziele przyjdę z Harrym na obiad co ty na to?
-pewnie mnie to pasuje-usłyszałam kochający głos taty za którym tęskniłam. Rozmawiałam z nim jeszcze z 10 minut, gdy do pokoju wszedł Harry i dał znak, że zaraz idziemy.
-tato ja muszę iść idziemy na miasto. Kocham cię.
-tylko ubierz się ciepło, jest zimno, czapka i szalik-ostrzegał mnie.
-dobrze tato obiecuję-cmoknęłam do telefonu, który zaraz schowałam do kieszeni w spodniach.
Zeszłam na dół, z tego co widziałam wszyscy idą oprócz Domi i Lou którzy zrobili sobie dzień wolny. Ubrałam się, czapka i szalik tak jak mnie tata prosił.
-ale ładnie wyglądasz-powiedzial Harry trzymając mnie za rękę przez całą drogę a ja go tylko pocałowałam.
Bilard mieścił się w centrum Londynu na 5 piętrze wielkiego budynku. Na szczęście była winda, gdyby jej nie było nie wiem czy dała bym radę wejść, bo palce u nóg mi zamarzły. Gdy weszliśmy na gorę to nas zamurowało. Spotkaliśmy tam Lou z Domi grających razem i obściskujących się. Od razu nas zauważyli a Lou tylko się wariacko uśmiechnął, to chyba za ten uśmiech go Domi pokochała.
-a wy nie na lodowisku?-zapytał Hazza groźnym tonem
-No nie poszliśmy teraz na bilard-odparła Domi
-to gracie z nami-powiedział Zayn
-nie nie-wtrąciłam-oni maja dzień tylko dla siebie więc im nie przeszkadzamy, niech się sobą nacieszą nie będzie was przecież tydzień.
-no fakt-wtrącił Zayn.
Gra się zaczęła, Harry cały czas się denerwował bo ja wygrywałam, a on cały czas przegrywał. Bylam w drużynie z Liam’em i Zayn’em, a Harry i Niall razem.
-teraz twoja kolej-pokazał na białą billę Zayn.
Przygotowałam się do uderzenia, nie mam pojęcia jak to zrobiłam ale bila zamiast poturlać się po stole odbiła się i trafiła prosto w czoło Niall’a.
-o kurczaki-podbiegłam do Niall’a-nie chciałam przepraszam. Bardzo boli?
-ale coo? auć- pomasował sobie okolice czoła-nie nie boli
-na pewno?-chciałam się upewnić w końcu mocno ode mnie dostał.
-na pewno-przytulił mnie a Harry popatrzył się na nas złowrogim wzrokiem.
-to ja już mam dość bilarda chodźmy do tej herbaciarni.
-okej idziemy-powiedział Liam który widać po jego minie, że był zadowolony z dzisiejszego dnia.
Niall wychodził ostatni cały czas trzymając się za czoło. Ja szłam z Harrym za rękę, ale zostawiłam go na chwile tłumacząc się, że musze iść do Niall’a bo mam wyrzuty sumienia.
-ja na serio przepraszam nie chciałam-powiedziałam-nie gniewaj się na mnie-posmutniałam
-ale na serio nic mi nie jest. Tylko będę miał guza nic wielkiego.-uśmiechnął się
-dziękuję ci-przytuliłam go-to ja w herbaciarni kupię ci twoją ulubioną herbatę.-usmiechnęłam się
W herbaciarni byliśmy za 5 minut bo nie była położona daleko od miejsca gdzie był bilard. Usiedliśmy na pufach, bo takie tam były siedzenia. Wszyscy zajęli miejsca a ja i Harry zajęliśmy się zakupem
-to ja poproszę-pomyślał-jaki chcesz?
-obojętnie, ale weź jedną o smaku marchewkowym dla Niall’a. Wróciłam na miejsce gdzie siedzieliśmy. Zayn cały czas wychylał głowę do dziewczyny która siedziała obok nas. Siedząca blondynka o brązowych oczach rozmawiała z koleżanką, gdy tylko zobaczyła, że Zayn się na nia patrzy od razu się speszyła i zaczęła się smiać. Hazza wychylił głowę i na nią spojarzał.
-no to Zayn’owi ktoś wpadł w oko-usmiechną się i powiedział- zaproś ją tutaj
-no dobra-zrobił wdech i wydech i podszedł no brązowookiej blondynki.
Wrócił po 15 minutach.
-ma na imię Daga czyli Dagmara i tez jest Polką- popatrzył na mnie.
-to dlaczego tutaj nie przyszła ze swoją koleżanką?
-koleżanka przyjechała do niej na jakiś czas i ma na imię Wiki. Daga przyjdzie do nas w piątek na imprezę
- w piątek robimy imprezę.??-spytał Liam
-na to wychodzi -powiedział Hazza i mnie przytulił. Do tego wszyscy byli zadowoleni, że w końcu cos może wyjdzie Zayn’owi
-no to jeszcze został nam Niall, ale mam pomysl-powiedziałam a on popatrzył się na mnie z uśmiechem pijąc marchewkową herbatę i trzymając się za czoło.

No to mamy 10 rozdział <3. Dzięki wam jesteście kochani, dzięki za wszystkie komentarze i za to, że to czytacie a zaniedługo specjalny bonus dla mojej Kasi ;D. ty wiesz wariatko ;D. no to mamy nową postać ;DDD. Dzięki za wszystkie wyświetlenia, jest ich dużo bo aż 1960 < 33333. Może nie wszyscy zostawiacie komenty ale widać, ze czytacie :d. za Wszystko dzięki jesteście kochani <3Powitajmy Dagmarę w naszym gronie ;DDD. Jak możecie rozsyłacie dalej by było więcej czytelników. ; DD

czwartek, 2 lutego 2012


Rodział 9.
Kolejne nieszczęście-pomyślałam-przez myśl by mi nie przeszło że ktoś chce nasza Merry skrzywdzić. Najbardziej na tym cierpiał Liam, widziałam to po nim. Minęło już 2 dni a nikt nie daje znaku życia. Nic na razie nie zgłaszaliśmy na policje bo Liam powiedział, że sam to jakoś załatwi. Z Domi wypłakałyśmy bardzo dużo łez, mimo, że Domi krótko ją znała to bardzo się zakumplowały. Liam stał przy oknie i wpatrywał się w nie, mina jego była okropna widać było jak za nią tęskni.
- bardzo tęsknisz za nią.?-spytałam.
-a gdyby ktoś tobie wyrwał serce z piersi nie bolało by cię tooo.?-po jego policzku spłynęła łza, a ja wzięłam chusteczkę i ją wytarłam- idź się na górę połóż jeżeli coś będziemy wiedzieć to cię obudzimy.-powiedziałam.
-nie, Merry by nie chciała bym spał chciała by, abym przy niej był…-powiedział bardzo smutnym głosem. Widać po nim było, że był bardzo zmęczony i zmartwiony
-idź wybaczy ci to-odprowadziłam go do drzwi jego pokoju i zaraz poszłam do siebie.
Na łóżku leżał Harry
-czekałem tu na ciebie-poklepał łóżko wskazując gdzie mam usiąść
-skarbie jestem zmęczona chcę tylko spać-powiedziałam-a gdzie jest Domi .?
-z Lou tez jest zmęczona-wtrącił. Położyłam się koło niego. Moja głowa leżała na jego brzuchu a ona bawił się kosmykami moich włosów. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się w ramionach Hazzy. On nie spal
-spałeś?-spytałam
-nie. Wolałem patrzeć jak ty śpisz-powiedział pół żartem
-było coś od Merry ?
-nie od trzech dni nie daje znaków życia przykro mi . najbardziej mi szkoda Liama cierpi najbardziej.
-coś tu jest nie tak , ona nie została porawa dla okupu tak mi się wydaje coś musi z tym być-powiedziałam. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. –Mogę-przez uchylone drzwi zobaczyłam głowę Liama.
-jasne-powiedział Hazza
-nie chcę być sam mam już dość-usiadł na łóżku ja wstałam i usiadłam normalnie koło Hazzy-dzwonię do niej cały czas ale nie odbiera. gdyby została porwana to chyba by raczej miała wyłączony telefon, ja już sam nie wiem a może ona po prostu uciekła bo miała mnie dość nie byłem dla niej dobry.?-zaczął płakać. Smutny widok. Dopiero teraz zobaczyłam jak on ją kocha.
Przytuliłam do i dałam chusteczkę, gdy nagle ktoś napisał sms. Hazza patrzył na mnie z pytającym wzrokiem a Liam dalej patrzył w okno bez celu. Chwile skupienia potrzebowałam gdy czytałam sms, bo to nie był zwykły sms. Dopiero po tej wiadomości wszystko zrozumiałam
-No tak-krzyknęłam przez łzy.
-co się dzieje-Hazza zapytał zmartwionym głosem-Merry?
-tak-gdy to powiedziałam Liam podszedł do mnie chciał wyrwać mi telefon, ale mu się nie udało
-powiedz co z nia-krzyknął do mnie
-ej ej spokojnie nie tym tonem do mojej dziewczyny-wtrącił Harry
-spoko rozumiem go … nie przejmuj się Liam-powiedziałam-zacznę od początku-przełknęłam ślinę i zaczęłam- kiedyś jak jeszcze z wami się nie trzymaliśmy Merry mi bardzo dużo opowiadała o swoim życiu i przeszłości, mieszkala kiedyś w Irlandii z tata bo mama ją zostawiła jak była mala. Tata był dla niej tyranem. Bił ją.
-cooo dlaczego mi nic nie powiedziałaś-wtrącił Lou, mówił płacząc
-nie przerywaj mi-powiedzialam gniewnym tonem-uciekła do cioci która mieszka tu w Londynie i teraz chodziła tu do szkoły, ale ostatnio byliście razem na spacerze, pamiętasz.?-zapytałam Liama?
-tak i co .?
-ktoś wam zrobił zdjęcie opublikowali je tata Merry to zobaczył i kazał jej wracać do Irlandii mówiąc że już nigdy jej nie zobaczymy
-ja tak nie dam łatwo za wygraną- powiedział -a co przy tym mówił?
-że jego córka się tak nie będzie chańbić-popłakałam się, Hazza mnie przytulił, ale to nic nie dało- sory ale chce być sama potrzebuję domi.- chłopcy wyszli i zawołali do mnie przyjaciółkę była u mnie po 20 s.
-co jest mała-spytała.
Opowiedziałam jej całą historię z Merry a ona tylko popatrzyła się na mnie i rozpłakała się jak dziecko, przytuliła mnie i nic nie mówiła. Widziałam, że było jej tak samo przykro jak mnie.
-co my teraz zrobimy.?-spytałam
-nie wiem, ale nie obejdzie się bez naszego udziału
``**3 dni później**’’
Cała akcja się wyjaśniła za dużo łez wylaliśmy. Merry jak na razie nie będzie mogła z nami tu zostać musi zostać u ojca puki jej ciocia nie dostanie prawa opiekni nad nia, nie ma jeszcze 18 lat tylko 16. Liam strasznie płakał, nie spał z 2 dni i fatalnie się czuł. Strasznie mi go było szkoda. Najbardziej nam brakowało teraz by coś się jeszcze wydarzyło. Wszyscy siedzieliśmy w salonie w ciszy nagle Niall zaproponował:
-może pójdziemy coś razem zjeść a nie siedzieć tak?
-dobry pomysł-powiedział Lou trzymając Domi za rękę widać było, że byli szczęśliwi
-ja nie idę-stwierdził Liam-poczekam na Merry
-ona nie wróci w ciągu najbliższych 2 tygodni- Hazza oznajmił a w Liama oczach pojawiły się łzy.
-no to ja jednak pójdę-stwierdził-nie będę tu sam siedział.
Po 20 minutach byliśmy ubrani i gotowi do wyjścia, szliśmy w parach. Ja z Harrym, Domi z Lou, a Zayn z Niall’em, a Lou sam. Zostawiłam Harr’ego
-skarbie ja na chwilę idę do Liama -pocalowałam go- zaraz wrócę. co jest.? Dalej się martwisz??-powiedziałam do Liama
-tak, jak mam się nie martwić kocham ją!
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Zjedliśmy i poszliśmy na kręgle miło spędziliśmy sobotę, tylko Liam po przyjściu do domu zamknął się w pokoju i nie chciał z nikim rozmawiać a cała reszta siedziała w salonie i rozmawialiśmy , że na następny raz idziemy do Caffe Shopu i basen nie kryty. Lou też. W ciągu ostatniego tygodnia za dużo się wydarzyło.

no to mamy 9 rozdział <3. prosze o szczere komentarze ;ppp. bardzo mi na tym zależy  ; DDD.
ja nie wiem ile nas juz jest ale mamy 1800 wyświetleń wielkie dzieki za wszystko chcecie dalej ??:D. komentujcie 
:D
@Karola1DPol < 333