wtorek, 14 lutego 2012


Rozdział 14.
                Siedząc po turecku na krześle w kuchni zajadając płatki śniadaniowe miałam bezpośredni widok na duży telewizor, który znajdował się w salonie. Pakując kolejną łyżkę do buzi w telewizorze odezwał się facet z ważnym komunikatem
„ Dzisiaj około godziny 10 nad ranem pomiędzy ulicami 21 a 22 doszło do strzelaniny. Nie wiadomo czy są jakieś ofiary, lecz jest 5 osób rannych. Strzelanina miała miejsce w barze mlecznym. Więcej informacji przekażemy państwu jak będziemy coś wiedzieć.”
Matko kochana.-pomyślałam. Zakrztusiłam się płatkami. Kilka minut trwało zanim się ,,odetkalam” z zakrztuszonych płatków. Pierwsze co to szybko pobiegłam na górę poszukać telefonu aby zadzwonić do moich rodziców. Po drodze omijając co drugi schodek potykałam się z zdenerwowania. Wparowałam do pokoju w pośpiechu szukając telefonu w ciuchach które były rozrzucone po całym pokoju. Po 3 minutach znalazłam telefon który leżał w kredensie i zaczął dzwonić.
-hallo-spytałam nie patrząc na wyświetlacz kto dzwoni
-Cześć skarbie, jak tam.?
-Harry ja do ciebie oddzwonię za kilka minut-rozłączyłam.
W pośpiechu wykręciłam numer do moich rodziców, dokładnie do mamy. Wpisując pomyliłam się kilka razy. Ręce strasznie się mi się trzęsły. Pomiędzy ulicami 21 a 22 mieszkali moi rodzice. Bałam się najgorszego.
Dzwoniłam 4 razy za żadnym razem nikt nie odebrał, bałam się coraz bardziej. Postanowiłam do nich pojechać. Harry dzwonił do mnie po kilka razy a ja nie odebrałam bo nie potrafiłam teraz z nim rozmawiać, po prostu nie byłam w stanie. Jadąc taksówką wszędzie widziałam policje, karetki.
-mamo, tato -spytałam na jednym wdechu wbiegając do mieszkania tak szybko, że omal się nie przewróciłam
-tak kochanie.??-usłyszałam głos mamy, która podeszła do mnie z dużego pokoju.-co się dzieje.??
W pośpiechu ja przytuliłam nie wiele myśląc- tak dobrze, ze nic ci nie jest. Tak się bałam.
-ale czemu by mi się coś miało stać
-bbo bbo-próbowałam opanować zdenerwowany głos- była ta strzelanina i się tak bałam, a ty jeszcze nie odbierałaś telefonu
-kochanie możesz być spokojna wszystko jest dobrze-przytuliła mnie do siebie i pogłaskała po głowie i powiedziała, że mnie kocha swoim matczynym głosem.
***

- hej kochanie przepraszam- zadzwoniłam do Harr’ego będąc już w domu na spokojnie. Tu wyjaśniłam mu wszystko.
-to dobrze bardzo się martwiłem.-powiedział swoim opiekuńczym głosem.
Rozmawialiśmy jeszcze kilkanaście minut. Był wtorek 15:30. Do pokoju weszła Domi
-hej, ej wiesz, ze za 30 minut przychodzi Merry.?
Szlak by to-pomyślałam i pobiegłam na górę się przebrać.
Dzwonek do drzwi, zleciałam na dół. Próbowałam opanować zdenerwowanie które we mnie tkwiło i to, że na głowie miałam tyle problemów. Chłopaków jeszcze nie było i wracają dopiero w sobotę.
-hej.- powiedziała Merry głosem beztroskim. Widać było po niej, że bardzo żałuje-mogę?
-tak tak..-otworzyłam jej drzwi.
Usiadłyśmy w salonie przez kilka minut w ciszy. Byłysmy samie nie chciała by Domi była przy tej rozmowie, nie odezwała się więc ja musiałam zrobić pierwszy krok.
-dlaczego to zrobiłaś-zapytałam się jej wpatrując się w okno.-wiesz jak Liam cierpi.??
-zakochałam się-patrzyła cały czas w podłogę.
Opowiedziała mi całą historię. Powiedziała mi, że się zakochała, to była ślepa miłość, nie wiedziała co robi. Teraz Jackson-bo tak się nazywał ten chłopak-ją zostawił
-zaraz zaraz, czekaj to nie jest ten z 3 klasy.?-spytałam
-tak ten-odpowiedziała z głową spuszczoną w dół.
-on.?-chciało mi się śmiać- dla niego zostawiłaś Liama.?? Przecież dobrze wiesz , że to podrywacz… wiesz jaki on jest-wykrzyczałam jej to.
-no tak może i tak, ale dobrze sama wiesz, że miłość jest ślepa i głucha-odparła
-i co teraz chcesz zrobić.?
-chcę wrócić do Liama.
Cooo.? Ona sobie chyba żartuje najpierw do zostawiła jak nie wiadomo kogo nie dawała znaku życia, a teraz po prostu chce wrócić
-Aha-powiedziałam jej, musiałam być z nią szczera- nie wiem jak Liam, musisz z nim pogadać, ale wątpię aby ci przebaczył bo dobrze wiesz jaki on jest uczuciowy- tu przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech, ale jeżeli chodzi o mnie to wiedz, ze ci już nie zaufam.
Po tych słowach wstała i się pożegnała, do czego dodała, ze dziękuje mi za szczerość, ale ona się tak łatwo nie podda.
***
-to co kino, łyżwy kawiarnia-zapytała Domi- jesteśmy w cenrum miasta więc decyduj.
-hmm-pomyślałam-chodź do kawiarni.
-mam ochotę na jakiejś %-zaśmiała się
-no okej, dla ciebie zrobię wyjątek.
Weszłyśmy do kawiarni. Byłam tam pierwszy raz więc nie widziałam jak tam jest . Stało tam bardzo dużo stolików, jeden był zajęty przez kilku chłopaków, którzy bardzo głośno krzyczeli bo oglądali mecz.
-zajmujemy tamten stolik- pokazałam palcem na miejsce pod oknem.- to co ty czy ja idziesz zamówić.
-ja pójdę-Domi poszła i zamówiła.
Po kilku minutach przyszedł kelner z dwoma drinkami. Z Domi nie widziałyśmy końca piłyśmy i piłyśmy. Byłyśmy w końcu przy końcówce, bo czułam, że więcej nie mogę.
-Domi zostaw to-zabrałam jej butelkę-starczy na dzisiaj.
***
-Boże gdzie ja jestem-spytałam-ała moja głowa.
Rozejrzałam się po okolicy. Byłam w bardzo dziwnym miejscu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu 14 nieodebranych połączeń od Harr’ego. Jezu co się dzieje i gdzie ja jestem.
Godzina: 11.06
Pomieszczenie było ciemne z jednym oknem i stolikiem. Naprzeciwko mnie siedziała Domi już wstała
-gdzie my jesteśmy.?-zapytałam
-na izbie wytrzeźwień moja miła-powiedziała Domi która była w nie lepszym stanie niż ja.
-cooo.?
-tak to-powiedziala ostrym tonem- a najgorsze jest to, że nie odbierałyśmy od chłopaków oni nie odbierają od nas, pewnie się teraz martwią a na dokładkę za drzwiami stoją twoi rodzice
-o matko kochana, kłopoty nadciągają.
-no, a co będzie jak zadzwonią do moich .??
-nie nie zadzwonią obiecuje ci to-przytuliłam przyjaciółkę- a pamiętasz co kolwiek z wczoraj.?
-tak tyle, że podrywałaś jakiegoś chłopaka i masz od niego numer telefonu, tyle wiem, nie źle musiałyśmy być zlane.
Po wyjścu czekali na mnie moi rodzice i policjant
-i co młoda damo.?-spytał tata
-eeee nic po prostu jestem dorosła-próbowałam go udobruchać.
-porozmawiamy w domu. A one proszę pana- skierował się do policjanta- spowodowały coś.?
-nie na szczęście nie, ale proszę je zabrać do domu.
I z Domi wyszłyśmy z izby jadąc do domu w aucie moich rodziów, najgorsze co mogło być.
***2 godziny później***
-dobra udajmy, że się nic nie stało… zapominamy, i nie dzwonimy do rodzicow Domi, ale jeżeli jeszcze raz nam cos takiego wykręcicie, tooo.
-nie musisz kończyć- przykryłam mu usta ręką. Dzięki-obie z przyjaciółką się na niego powiesiłyśmy.
-poszli w końcu-zamknęłam drzwi.-i co teraz.??
-chłopcy są wkurzeni.
- i o wszystkim wiemy, Carolino..-powiedział Harry z Lou wychodząc z zza rogu kuchni patrząc złowrogim wzrokiem .

okej jest kolejny rozdział :P dzieki za tyle odpowiedzi w ankiecie ;PP kocham was <3. mam pomysł na dalej ;PPP okej zostawiajcie kometarze miło mi dziekuje ;**

5 komentarzy:

  1. omg !!! ostro <3denerwuje mnie merry jak ona mogła go tak skrzywdzic !!?!?! dobre zakonczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja ciekawe czy liam jej wybaczy. Takich rodziców to ja mogę mieć.;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo... <3 Kurde ciekawe co chlopacyy teraz zrobia ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. <3 kocham nie moge sie doczekac co bedzie dalej <3 kasiaa

    OdpowiedzUsuń
  5. Taaak ! Kocham to opowiadanie ! Ja chcę następnee rozdziałyyy ! <3 Cya ;*

    OdpowiedzUsuń