Rozdział 14.
Siedząc
po turecku na krześle w kuchni zajadając płatki śniadaniowe miałam bezpośredni
widok na duży telewizor, który znajdował się w salonie. Pakując kolejną łyżkę
do buzi w telewizorze odezwał się facet z ważnym komunikatem
„ Dzisiaj około
godziny 10 nad ranem pomiędzy ulicami 21 a 22 doszło do strzelaniny. Nie
wiadomo czy są jakieś ofiary, lecz jest 5 osób rannych. Strzelanina miała
miejsce w barze mlecznym. Więcej informacji przekażemy państwu jak będziemy coś
wiedzieć.”
Matko kochana.-pomyślałam. Zakrztusiłam się płatkami. Kilka
minut trwało zanim się ,,odetkalam” z zakrztuszonych płatków. Pierwsze co to
szybko pobiegłam na górę poszukać telefonu aby zadzwonić do moich rodziców. Po
drodze omijając co drugi schodek potykałam się z zdenerwowania. Wparowałam do
pokoju w pośpiechu szukając telefonu w ciuchach które były rozrzucone po całym pokoju.
Po 3 minutach znalazłam telefon który leżał w kredensie i zaczął dzwonić.
-hallo-spytałam nie patrząc na wyświetlacz kto dzwoni
-Cześć skarbie, jak tam.?
-Harry ja do ciebie oddzwonię za kilka minut-rozłączyłam.
W pośpiechu wykręciłam numer do moich rodziców, dokładnie do
mamy. Wpisując pomyliłam się kilka razy. Ręce strasznie się mi się trzęsły. Pomiędzy
ulicami 21 a 22 mieszkali moi rodzice. Bałam się najgorszego.
Dzwoniłam 4 razy za żadnym razem nikt nie odebrał, bałam się
coraz bardziej. Postanowiłam do nich pojechać. Harry dzwonił do mnie po kilka
razy a ja nie odebrałam bo nie potrafiłam teraz z nim rozmawiać, po prostu nie
byłam w stanie. Jadąc taksówką wszędzie widziałam policje, karetki.
-mamo, tato -spytałam na jednym wdechu wbiegając do
mieszkania tak szybko, że omal się nie przewróciłam
-tak kochanie.??-usłyszałam głos mamy, która podeszła do
mnie z dużego pokoju.-co się dzieje.??
W pośpiechu ja przytuliłam nie wiele myśląc- tak dobrze, ze
nic ci nie jest. Tak się bałam.
-ale czemu by mi się coś miało stać
-bbo bbo-próbowałam opanować zdenerwowany głos- była ta
strzelanina i się tak bałam, a ty jeszcze nie odbierałaś telefonu
-kochanie możesz być spokojna wszystko jest
dobrze-przytuliła mnie do siebie i pogłaskała po głowie i powiedziała, że mnie
kocha swoim matczynym głosem.
***
- hej kochanie przepraszam- zadzwoniłam do Harr’ego będąc
już w domu na spokojnie. Tu wyjaśniłam mu wszystko.
-to dobrze bardzo się martwiłem.-powiedział swoim
opiekuńczym głosem.
Rozmawialiśmy jeszcze kilkanaście minut. Był wtorek 15:30.
Do pokoju weszła Domi
-hej, ej wiesz, ze za 30 minut przychodzi Merry.?
Szlak by to-pomyślałam i pobiegłam na górę się przebrać.
Dzwonek do drzwi, zleciałam na dół. Próbowałam opanować
zdenerwowanie które we mnie tkwiło i to, że na głowie miałam tyle problemów.
Chłopaków jeszcze nie było i wracają dopiero w sobotę.
-hej.-
powiedziała Merry głosem beztroskim. Widać było po niej, że bardzo żałuje-mogę?
-tak
tak..-otworzyłam jej drzwi.
Usiadłyśmy
w salonie przez kilka minut w ciszy. Byłysmy samie nie chciała by Domi była
przy tej rozmowie, nie odezwała się więc ja musiałam zrobić pierwszy krok.
-dlaczego
to zrobiłaś-zapytałam się jej wpatrując się w okno.-wiesz jak Liam cierpi.??
-zakochałam
się-patrzyła cały czas w podłogę.
Opowiedziała
mi całą historię. Powiedziała mi, że się zakochała, to była ślepa miłość, nie
wiedziała co robi. Teraz Jackson-bo tak się nazywał ten chłopak-ją zostawił
-zaraz
zaraz, czekaj to nie jest ten z 3 klasy.?-spytałam
-tak
ten-odpowiedziała z głową spuszczoną w dół.
-on.?-chciało
mi się śmiać- dla niego zostawiłaś Liama.?? Przecież dobrze wiesz , że to
podrywacz… wiesz jaki on jest-wykrzyczałam jej to.
-no
tak może i tak, ale dobrze sama wiesz, że miłość jest ślepa i głucha-odparła
-i
co teraz chcesz zrobić.?
-chcę
wrócić do Liama.
Cooo.?
Ona sobie chyba żartuje najpierw do zostawiła jak nie wiadomo kogo nie dawała
znaku życia, a teraz po prostu chce wrócić
-Aha-powiedziałam
jej, musiałam być z nią szczera- nie wiem jak Liam, musisz z nim pogadać, ale
wątpię aby ci przebaczył bo dobrze wiesz jaki on jest uczuciowy- tu przełknęłam
ślinę i wzięłam głęboki oddech, ale jeżeli chodzi o mnie to wiedz, ze ci już nie
zaufam.
Po
tych słowach wstała i się pożegnała, do czego dodała, ze dziękuje mi za
szczerość, ale ona się tak łatwo nie podda.
***
-to co kino, łyżwy kawiarnia-zapytała Domi- jesteśmy w
cenrum miasta więc decyduj.
-hmm-pomyślałam-chodź do kawiarni.
-mam ochotę na jakiejś %-zaśmiała się
-no okej, dla ciebie zrobię wyjątek.
Weszłyśmy do kawiarni. Byłam tam pierwszy raz więc nie
widziałam jak tam jest . Stało tam bardzo dużo stolików, jeden był zajęty przez
kilku chłopaków, którzy bardzo głośno krzyczeli bo oglądali mecz.
-zajmujemy tamten stolik- pokazałam palcem na miejsce pod
oknem.- to co ty czy ja idziesz zamówić.
-ja pójdę-Domi poszła i zamówiła.
Po kilku minutach przyszedł kelner z dwoma drinkami. Z Domi
nie widziałyśmy końca piłyśmy i piłyśmy. Byłyśmy w końcu przy końcówce, bo czułam,
że więcej nie mogę.
-Domi zostaw to-zabrałam jej butelkę-starczy na dzisiaj.
***
-Boże gdzie ja jestem-spytałam-ała moja głowa.
Rozejrzałam się po okolicy. Byłam w bardzo dziwnym miejscu. Spojrzałam
na wyświetlacz telefonu 14 nieodebranych połączeń od Harr’ego. Jezu co się
dzieje i gdzie ja jestem.
Godzina: 11.06
Pomieszczenie było ciemne z jednym oknem i stolikiem. Naprzeciwko
mnie siedziała Domi już wstała
-gdzie my jesteśmy.?-zapytałam
-na izbie wytrzeźwień moja miła-powiedziała Domi która była
w nie lepszym stanie niż ja.
-cooo.?
-tak to-powiedziala ostrym tonem- a najgorsze jest to, że
nie odbierałyśmy od chłopaków oni nie odbierają od nas, pewnie się teraz
martwią a na dokładkę za drzwiami stoją twoi rodzice
-o matko kochana, kłopoty nadciągają.
-no, a co będzie jak zadzwonią do moich .??
-nie nie zadzwonią obiecuje ci to-przytuliłam przyjaciółkę-
a pamiętasz co kolwiek z wczoraj.?
-tak tyle, że podrywałaś jakiegoś chłopaka i masz od niego
numer telefonu, tyle wiem, nie źle musiałyśmy być zlane.
Po wyjścu czekali na mnie moi rodzice i policjant
-i co młoda damo.?-spytał tata
-eeee nic po prostu jestem dorosła-próbowałam go udobruchać.
-porozmawiamy w domu. A one proszę pana- skierował się do
policjanta- spowodowały coś.?
-nie na szczęście nie, ale proszę je zabrać do domu.
I z Domi wyszłyśmy z izby jadąc do domu w aucie moich
rodziów, najgorsze co mogło być.
***2 godziny później***
-dobra udajmy, że się nic nie stało… zapominamy, i nie
dzwonimy do rodzicow Domi, ale jeżeli jeszcze raz nam cos takiego wykręcicie,
tooo.
-nie musisz kończyć- przykryłam mu usta ręką. Dzięki-obie z
przyjaciółką się na niego powiesiłyśmy.
-poszli w końcu-zamknęłam drzwi.-i co teraz.??
-chłopcy są wkurzeni.
- i o wszystkim wiemy, Carolino..-powiedział Harry z Lou wychodząc
z zza rogu kuchni patrząc złowrogim wzrokiem .
omg !!! ostro <3denerwuje mnie merry jak ona mogła go tak skrzywdzic !!?!?! dobre zakonczenie <3
OdpowiedzUsuńO ja ciekawe czy liam jej wybaczy. Takich rodziców to ja mogę mieć.;D
OdpowiedzUsuńOoo... <3 Kurde ciekawe co chlopacyy teraz zrobia ;D
OdpowiedzUsuń<3 kocham nie moge sie doczekac co bedzie dalej <3 kasiaa
OdpowiedzUsuńTaaak ! Kocham to opowiadanie ! Ja chcę następnee rozdziałyyy ! <3 Cya ;*
OdpowiedzUsuń